TITEL:Wastrzymanie DATUM: piątek, 24 sierpnia 2007 ZEIT: 20:49:21 KOMMENTAR:komentarze [11]
ERZäHLUNG:
Blog wstrzymany! Oczywiście będę go prowadzić, ale chwilowo czekam na nowy szablon itp. Jak na razie zapraszam Was na:CARPE-DIEM KATLIN PAM I coś dla tych, którzy znają się na żartach:PARODIA PoZdRaWiAm! BuZiOlE =* =* =*
- Patrizia! – Krzyknęła Kat, która wstała do mnie zirytowana. – Powiedziałam żebyś poczekała! – Wrzeszczała ile sił w głosie.
- Czarna, ładna i do tego koronkowa bielizna... Czarny szybko znalazł pocieszenie... No, ale nie ważne! Czekam 2 minuty i ani sekundy dłużej... Ubierz się. Będę na dole w salonie... – Powiedziałam spokojnym i stanowczym tonem, poczym zeszłam na dół. Gdybym nie znała Kati to chyba bym ją zamordowała za spóźnianie! Minęła minuta a w framudze salonu ujrzałam Smołę...
- Chciałem Cię przeprosić za tamto na górze... – Mówił szeptem.
- Bill daj sobie spokój! Twoja sprawa, co robicie... Nie obchodzi mnie to. Twoje życie ja się do niego nie wtrącam. – Odpowiedziałam podchodząc do niego.
- Ale ja naprawdę przepraszam. To nie jest tak, że o Tobie całkowicie zapomniałem... Bo ja nadal Cię ko.
- Kaulitz zamknij się! Twoje kłamstwa są teraz zbędne jak Ty! Chciałam by Katlin tu zeszła, a zszedłeś Ty! Chcesz zastępować dziewczynę? Udało Ci się. Wyglądasz jak lesbijka! Ale nie jesteś Kati! – Przerwałam mu i wydarłam się na niego. Bill spojrzał się na mnie wystraszony.
- Pati... – Szepnął łapiąc mnie za rękę. Spojrzałam w jego szklane oczy czułam, że moje także miały zamiar wyłonić kilka łez.
- Czego ode mnie chciałaś? – Zapytała Kat schodząc z góry. Bill i ja odsunęliśmy się od siebie.
- Powiedziałaś tej zakale, że chce mieć gitarę! – Krzyknęłam.
- To chyba nic złego! – Wrzasnęła.
- Czego się drzecie? – Zapytał Elijah wchodząc do domu. – Słychać was już od furtki... – Dodał.
- Nie będę się Tobie spowiadać. – Powiedziałam stanowczo.
- Patrizii poszło o to, że powiedziałam Orlando o gitarze, którą ona pragnie mieć... – Kat zmrużyła oczy patrząc w moim kierunku.
- Jak tak robisz wyglądasz jak klapka od sedesu... – Mruknęłam. Kat rzuciła wściekłe spojrzenie w moją stronę i szybkim krokiem weszła na górę.
- Dlaczego jesteś dla niej tka zła? – Zapytał Monkey.
- Kochany braciszku ja nie jestem zła, ale nie chce by ktoś obgadywał mnie za plecami! Dobrze wiesz, że od razu po lekcjach szłam do kwiaciarni pani Song i tam jej pomagałam, po czym dostawałam wypłatę i zbieram kasę na gitarę. I uzbierałabym pieniądze, ale jakiś bałwan musiał mi ją kupić! Czyli że zepsuł moje starania! – Podsumowałam.
- Rozumiem Cię... Pracowałaś ciężko i zbierałaś pieniądze na coś, co pragnęłaś mieć odkąd się urodziłaś. Znam zasady „nie obgadujemy za plecami chyba, że mamy poważny problem z tą osobą” i to tyczy się Ciebie i Kat „nie krzyczymy na siebie”. Patryś wrzuć na luz.. – Elijah pocałował mnie w czoło.
- Okey... – Przytaknęłam. – Co tak stoisz jak kołek? – Zapytałam patrząc na Billa.
- Eee... – Wydał z siebie inteligentny dźwięk.
- Ta... Znam ten ból. Chce Twojego szczęścia, więc idź do niej... – Popchnęłam Czarnego na schody. W tym czasie rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę! – Krzyknęłam na całą chatę. Po ukazaniu się osoby zza drzwi zbladłam. – Co tu robisz? – Zapytałam nagle.
- Wróciłam... – Matka przytuliła mnie. – Jest Orlando? – Dodała.
- Tak... Grzebie przy kombajnie... – Zaśmiałam się. Mama była rozpromieniona! Pobiegła do zaczepy padalca ja wyszłam na taras. To był szok... Moja matka lizała się z tym... Z tym... Z tym... Czymś... Jak nastolatka!!!
- Ślicznotko moja wróciłaś! – Krzyczał na cały głos jak wariat.
- Dziub dziusiu Ty mój... – Wykrzyknęła.
- Nie przejmujcie się tak mną... Pięterko jest zajęte, więc musicie poczekać... – Powiedziałam bezinteresownie.
- Patrizia! – Mama rzuciła na mnie wrogie spojrzenie.
- Życie... – Wzruszyłam ramionami.
- Dziubkuś przepraszam na chwilę... – Matula wparowała do domu.
- Fajnie mam się gadało... – Ziewnęłam i kierowałam się ku schodom na górę.
- Słuchaj młoda panno. – Zaczęła.
- Mama? Eee... Co tu robisz? Dlaczego tak wcześnie? – Elijah był zaskoczony. Mama także... Mój braciszek wyszedł w samych bokserkach, ale odwróconych na lewą stronę. Ale gafa!
- Mówiłam... Piętro zajęte! – Zaśmiałam się i poszłam do swojego pokoju.
- A...Aaron!? Co?.. Ale... Jak? Robisz? – Plątałam się nie wiedząc, o co chce zapytać.
- Eee... Dziwny zbieg okoliczności! – Odparł.
- Wy się znacie? A Daniel nic mi nie powiedział. – Mik zrobił obrażoną minkę.
- Znamy się i to za dobrze. Michael pójdziesz na rączki Toma? Bo ja chce pogadać z Aaronem. – Spojrzałam na małego, który wydawał się być szczęśliwy z tej propozycji. Kiwnął głową potwierdzająco. Przerzuciłam Mika na ręce Frytki, który był zaskoczony, ale nic nie miał do gadania... Wzięłam Cartera na bok.
- Proszę Cię nie unoś się. Pamiętam ze obiecałem, iż mnie nigdy nie zobaczysz. I nie kłamałem, ale mama Mikiego poprosiła mnie bym wyprowadzał go. Oni są tu na wakacjach i nie mogłem pani Paxton nie pomóc. Rozumiesz? – Mówił spokojnym głosem patrząc cały czas w moje oczy.
- Daniel mówił byś się do jego rodziny nie zbliżał! A Ty? Robisz to chyba wszystko na złość? Czy co? – Krzyknęłam.
- Pati! – Potrząsnął mną.
- Słucham? I czego mnie trzęsiesz? – Popchnęłam chłopaka.
- Powinienem wracać... Trzymaj się. – Rzekł cichym głosem. – Michael wracamy. –Krzyknął w stronę chłopca, który kopał piłkę wraz z Tomem...
- Już idę... – Rzekł łapiąc Frytkę za rękę i podbiegając z nim do nas. – Jak dorosnę będę taki jak Daniel i Tom. – Rzekł dumnie Miki.
- Z pewnością... – Przytuliłam małego. – Trzymaj się Mik pozdrów mamę. – Ucałowałam chłopczyka w czoło.
- Pa... – Pomachał nam na do widzenia uśmiechając się szczęśliwie... Tom objął mnie odmachując Michaelowi.
***
Dred i ja siedzieliśmy na ławce wpatrując się w blask księżyca, który muskał nasze twarze swym „bladym światłem”, a psiak latał gdzieś po parku. Ciszę, która była melodią nocy przerwał Frytka...
- Jakie jest Twoje marzenie? – Zapytał.
- Chciałabym kiedyś dotknąć księżyca... – Rzuciłam nagle. – To takie marzenie, które nigdy się nie spełni. – Dodałam. Tom popatrzył na mnie, a potem zaprowadził nad staw. W wodzie odbijał się księżyc.
- Dotknij proszę... – Szepnął. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, ale zrobiłam to, o co prosił. – Marzenie spełnione... – Dodał uśmiechając się, a w moim sercu zrobiło się ciepło, że mam takiego wspaniałego przyjaciela jak on...
- Z pewnością masz marzenie, które także można spełnić. – Spojrzałam w jego oczy, które po tym stwierdzeniu zaczęły szukać miejsca gdzieś najdalej od moich. – Tom... – Szepnęłam łapiąc go za rękę. Bezwładnie spojrzał na nasze dłonie.
- Mam jedno marzenie, ale jest zbyt piękne by się spełniło... Wiem, że to będzie głupie pytanie, ale nocujesz dziś u mnie? – Zapytał patrząc gdzieś w dal.
- Nie. Powinnam wrócić do domu Elijah pewnie się martwi poza tym jestem pod opieką tego zakały Orlanda... Ale żeby nie było Tobie smutno to zostanie z Tobą Osek. – Szturchnęłam chłopaka łokciem.
- Osek? – Dred spojrzał na mnie pytająco.
- Nasz piesek. – Uśmiechnęłam się Frytka odwzajemnił gest. – Wracajmy. – Dodałam
- Okey... – Kaulitz szepnął smutnym głosem. – Ciekawe czy zareaguje na jego nowe imię... OSEK! – Chłopak się wydarł na cały park... A psiak? Oczywiście plątał się nam pod nogami, a gdy Mops krzyknął to schował się za jego wielkimi spodniami.
- Tom nasza zguba się przestraszyła! Nie krzycz tak... – Walnęłam Dreda w daszek.
- Przepraszam. – Spuścił głowie w dół.
- Tego brakowało byś się zrobił smutny! – Złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć.
***
- To jesteśmy pod Twoim domem masz Oska a ja wracam do siebie... – Rzekłam.
- Wejdziesz na chwile? – Dred wziął psiaka na ręce.
- Nie. Jestem zmęczona i chce już wracać do domu. – Uśmiechnęłam się lekko do przyjaciela. Frytka wpuścił do domu psa.
- Mogę Cię odprowadzić? Wiesz ciemno jest... Jeszcze ktoś Cię napadnie... – Oznajmił.
- Tom to niedaleko zaledwie kilka kroków... – Stwierdziłam.
- Nie marudź! Idziemy. – Powiedział stanowczo łapiąc mnie za dłoń.
***
- Dzięki za odprowadzenie no i dobranoc... – Mówiłam zmęczonym głosem.
- To ja dziękuje, że przy mnie jesteś... – Szepnął, po czym pocałował mnie w policzek. Patrzyliśmy sobie jeszcze przez kilka sekund w oczy.
- Do zobaczenia... – Szepnęłam, po czym zamknęłam drzwi za sobą. Jak każdy śmiertelnik poszłam w kime.
***
Wstałam z samego rana trochę jeszcze zaspana, ale zauważyłam, że w domu jest jakoś dziwnie... Elijaha nie było w domu, a z kuchni dochodziły czyjeś śmiechy... Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.
- Billuś zachowuj się... – Katlin musnęła Czarnego w usta, gdy wchodziłam do kuchni, ale gdy Smoła zauważył moją obecność jak oparzony odskoczył od Kati.
- Nie przeszkadzajcie sobie... Kat nie wiesz gdzie się podział Monkey? – Zapytałam siostrę szukając w lodówce jabłka.
- Eli poszedł gdzieś z Ann, ale nie mówił gdzie. – Odpowiedziała siadając Czarnemu na kolana.
- Kto w chrzanił jabłka do zamrażalnika?! – Prawie krzyknęłam.
- Niechcący ja... – Powiedziała Kat trochę niedosłyszalnie.
- Spoko. – Ziewnęłam.
- Nie wściekasz się o to? – Spytała z niedowierzaniem.
- O jabłka? Nie, a dlaczego miałabym się wściec? – Spojrzałam na nią pytająco.
- Bo Ty lubisz jabłka tylko świeże, a w ostateczności z lodówki, a nie z zamrażalnika. – Oznajmiła. Bill nie wtrącał się do naszej rozmowy i nie raczył spojrzeć na swoją dziewczynę, a na mnie cały czas się lampił tym swoim zamyślonym wzrokiem.
- Tak, ale przecież mogę iść sobie kupić jabłko w sklepiku... – Przewróciłam oczami.
- Raz jak na koloni byłyśmy to zrobiłaś awanturę, że jabłko było nie świeże! – Kat ciągnęła bezinteresowną rozmowę.
- Będziemy teraz omawiać sprawę jabłka czy każdy się zajmie sobą? Jak sądzisz? – Zmrużyłam oczy, ale nie chciałam doprowadzić do kłótni. Katlin spojrzała się na mnie zdziwiona i już się nie odezwała. Dlaczego byłam dla niej taka bezuczuciowa? Nie wiem, ale te nasze dialogi są nudne! Wyszłam przed dom siadając na schodkach.
- Dzień dobry... – Rzekł Orlando. Jeszcze jego brakowało! Przemilczałam te jego głupią zaczepkę... – Powinnaś inaczej rozmawiać z siostrą nie tak chłodno jak przed chwilą. – Dodał.
- Znawca rozmów się znalazł... Nie pouczaj mnie jak mam się do kogoś zwracać itp. itd. – Odpowiedziałam spokojnym głosem.
- Dobra w porządku nie wściekaj się od razu! Ale mam dla Ciebie prezent... – Uśmiechnął się pogodnie.
- Prezent? Rzeczy materialne są dla mnie niczym, więc daruj sobie... – Schowałam głowę w kolana zamykając oczy i wsłuchując się w szum liści oraz wiatru. Nagle coś brzdąknęło. – Cholera jasna czy nie mogę zostać sama? – Wściekłam się.
- Ta gitara elektryczna jest dla Ciebie! – Prawie, że krzyknął starając się wręczyć mi ją. Spojrzałam na niego podejrzliwie... Co on kombinuje?
- A jaki prezent masz dla Katlin? – Spytałam nagle.
- Przecież Ty chciałaś grać na gitarze a twoja siostra chce śpiewać... – Rzek.
- Skąd Ty to wiesz? – Zdziwiłam się.
- Rozmawiałem z Kati... – Odrzekł. Gwałtownie wstałam i wróciłam do domu idąc w stronę pokoju siostry. Mimo iż byłam zdenerwowana zapukałam do jej pokoju.
- Kto? – Krzyknęła.
- Patrizia – Odpowiedziałam spokojnym tonem.
- OMG! Poczekaj chwilę proszę! – Krzyczała dalej. A ja nie zamierzałam czekać po prostu weszłam.
- Katlin! Dlaczego powiedziałaś tej zakale, że chciałabym grać na gitarze? Czy prosiłam Cię o to żebyś akurat o tym jemu powiedziała? – Darłam się na nią. Kat i Bill byli zaskoczeni i to bardzo gdyż jak wparowałam i krzyczałam Czarny leżał na mojej siostrze.
- Ja... bar...dzo przepraszam... Myślałam, że... to któryś z. – Plątałam się.
- Proszę się nie przejmować. To w końcu ja na Ciebie weszłam. Ty pewnie jesteś Patrizia Warter sympatia mojego syna Toma tak? Jestem Simone. – Brunetka uśmiechnęła się ciepło podając mi rękę.
- Ale i tak głupio wyszło, bo źle się zachowałam... Tak jestem Patrizia, ale czy jestem sympatią Toma to nie wiem... Miło mi panią poznać. – Odwzajemniłam uśmiech.
- Początki zawierania nowych znajomości zawsze są straszne lub głupie. – Oznajmiła, po czym znikła gdzieś za framugą drzwi. Zeszłam po schodach na dół do kuchni. Rozglądając się po niej usiadłam przy stole.
- Ty pozmywasz nie ja! – Starszy bliźniak zaczął się kłócić z młodszym.
- Nie ma mowy mopsie! – Kłócił się Bill. Tom za to uderzył go w ramię. Kat zbiegła na dół całując mnie w policzek. Spojrzałyśmy na bliźniaków potem na siebie.
- Razem to pozmywacie! – Powiedziałyśmy równo.
- A wy nam nie pomożecie? – Zapytał Tom z niemrawą miną spoglądając na mnie. Zrobiło mi się go żal...
- Nie! – Powiedziałam stanowczo.
- Jeszcze umyjecie okna! – Rozkazała Kati.
- Co? – Bill się załamał.
- Nie kozacz! Nie kozacz! Tylko bierz się! Życzymy miłego dnia Panią... Prawda Bill? – Dred uśmiechnął się szyderczo a w jego oczach pojawiły się iskierki. Czarny nie skumał na początku, ale po chwili także się uśmiechnął.
- Tak... Miłego dnia. – Przytaknął. Wyszłyśmy tylnym wyjściem do ogrodu z basenem przez jakieś krzaki.
***
- Jak myślisz, co oni kombinują? – Spytała Katlin.
- Nie wiem... Tak szczerze? Mało mnie to obchodzi... – Rzekłam kładąc się na trawie zamykając oczy.
- Jesteś wściekła, że Bill się we mnie zakochał? – Kat zadawała dalej pytania.
- Kati mnie to nic nie obchodzi to jest jego sprawa, w kim się kocha! Ważne żeby był szczęśliwy... – Przewróciłam oczami.
- O.K. rozumiem! Nie wściekaj się. – Katlin naburmuszona poszła wykąpać się w basenie. A ja cieszyłam się promykami słońca, które padały na moje ciało.
- Aaaaa!!!!!!! – Zaczęłam się drzeć, gdy ktoś odkręcił, szlauf i lał mnie lodowatą wodą.
- Pozmywałem... – Powiedział dumnie Dred, który przestał lać wodą... Był tak szybki, że już miał na sobie kąpielówki.
- Ciesz się! Aż mi brodawki sterczą z tej wiadomości! – Popchnęłam go mocno, że się przewrócił w błoto.
- Słucham? – Zapytał z niedowierzaniem...
- Mówię, że brodawki Tobie sterczą... No i się jeszcze błotem ubrudziłeś... – Uśmiechnęłam się. Frytka popatrzył na siebie...
- Rzeczywiście... – Podrapał się po głowie. Złapałam za metalowe wiaderko, w którym był szampan. Wyjęłam oczywiście butelkę, bo szkoda by się zmarnowała...
- Chodź pomogę Tobie wstać... – Podałam mu rękę.
- Dzięki... – Wstał.
- Wiesz tak sobie myślałam... Że Ty i ja... – Przysunęłam się do niego bardzo blisko a dłonią przejechałam od jego torsu aż do kąpielówek, po czym lekko odchyliłam spodenki... Uśmiechnęłam się słodko i cała zawartość wiaderka wylądowała w jego gaciach kąpielowych. – Moglibyśmy się pobawić kostkami lodu... Ale tylko Ty chyba masz taki zamiar... – Musnęłam go w policzek i odeszłam. A Tom skakał jakby coś go parzyło.
- Patrizia! – Krzyknął, gdy już nic nie miał w spodenkach... Zaczął mnie ganiać.
- Psa nie masz a przyjaciela szukasz? – Śmiałam się, ale nadal uciekałam.
- To było nie fair! – Stanął zdyszany.
- A oblanie mnie wodą było zapewne w porządku... Prawda? – Parsknęłam.
- No... Zależy jak na to patrzysz... – Uśmiechnął się szyderczo i zrobił krok do przodu.
- Tom nie zbliżaj się do mnie... Mam... Eee... – Sięgnęłam ręką po coś ze stolika. – Pustą butelkę??? – Skrzywiłam się. – No właśnie mam butelkę i nie zawaham się jej użyć! A jak! – Rzekłam dumnie a Dred zaczął się pokładać ze śmiechu.
- A Tobie to, co? Znów masz szczękościsk? Czy jak? – Podeszłam do niego.
- Nie... – Frytka na mnie spojrzał poważnym wzrokiem.
- Jak tak patrzysz to nie wiem czy chcesz do kibla czy tylko się lampisz... – Stwierdziłam bezinteresownie patrząc gdzieś w dal.
- Nie prościej powiedzieć, że powaga do mnie nie pasuje? – Uśmiechnął się sztucznie.
- Okey... Powaga do Ciebie nie pasuje... – Usiadłam koło niego.
- Tom... Nadia dzwoni! – Pani Simone Krzyknęła przez połowę ogrodu.
- Mamo powiedź jej, że to pomyłka...Proszę! – Odkrzyknął.
- Dlaczego nie chcesz porozmawiać ze swoją koleżanką? – Spojrzałam na niego.
- Ponieważ szkoda tracić czas na koleżankę... Warto poświęcić ten czas przyjaciółce... Która jest wyjątkowo dla mnie ważna... – Objął mnie.
- Czuje się jak ostatni towar w sklepie na wyprzedaży... – Zmrużyłam oczy. – Albo z nią pogadasz albo ja to zrobię! – Powiedziałam stanowczo.
- Nie jesteś żadnym towarem! – Tom wkurzył się. – Idę z nią pogadać... – Westchnął i poleciał do domu.
***
- Jestem... Nic ciekawego nie chciała... Dlatego straciłem czas. – Oznajmił Dred.
- Tom jesteś naprawdę fajnym przyjacielem... Mi także na Tobie zależy... – Przytuliłam się do niego.
- Dzięki... Idziemy się przejść? – Zaproponował.
- Jasne! Ale najpierw do domu, bo musze się przebrać, a Ty powinieneś się umyć i także zmienić wdzianko...– Oznajmiłam.
- Okey... – Objął mnie uśmiechając się.
***
Gdy już się zbieraliśmy do wyjścia nagle coś zaszczekało?
- Tom, co to było? – Zapytałam zdezorientowana.
- Eee... To ja szczeknąłem... – Wyszczerzył zęby.
- Kaulitz... – Spojrzałam na niego. – Nigdzie nie idziemy dopóki nie powiesz, co to albo, kto to... – Powiedziałam stanowczo.
- To miała być niespodzianka... – Spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczkami i złapał za ręce. – Wiesz, że jesteś dla mnie ważna... I... Nie mogłem kupić Tobie kwiatów, ponieważ zwiędłyby. Wtedy w parku, gdy trzymałem Cię na rękach przyplątał się śliczny piesek... I nie mogłem go zostawić poza tym wziąłem go z myślą o Tobie... Chciałbym Tobie go podarować... – Podszedł do szafy i otworzył ją. Spojrzałam na ślicznego pieseczka, który przypominał kuleczkę... Oczy mi się zrobiły szklane na widok takiego cuda jak ten psiak...
- Jest piękny! Tom jesteś cudowny i masz naprawdę dobre serduszko! – Przytuliłam przyjaciela bardzo mocno.
- Dla Ciebie wszystko... – Rzekł smutnym głosem.
- Przepraszam, ale ja nic dla Ciebie nie mam i to tak głupio mi trochę... – Byłam skrępowana.
- Nie o to chodzi... – Szepnął siadając na łóżku.
- A o co? – Zapytałam biorąc na ręce psiaka, po czym usiadłam koło Dreda. Frytka pogłaskał psa i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jaką mam... I dziękuje za to, że jesteś przy mnie... Wiesz może i jestem podrywaczem, ale to tylko osłona przed dziewczynami. Tyle miałem już załamań sercowych, że postanowiłem, iż się to nie powtórzy! Od tamtej pory sam krzywdzę innych. Nie chce, ale muszę. – Oczy zrobiły mu się szklane.
- Na tym polega rola przyjaciół... By być blisko i wspierać w trudnych chwilach. Zawsze znajdę dla Ciebie czas. Rozumiem Cię... Więcej upadków niż wzlotów... Dajesz od siebie wszystko, a druga osoba nic. I nigdy nie jest Tobie wierna jak Ty jej... Ach... Życie... – Oparłam głowę o jego ramię.
- Zaraz... Ale skąd Ty wiesz jak jest w związkach? Przecież byłaś przez długi czas z tym Danielem. – Był zaskoczony.
- Hehe... Dużo o mnie nie wiesz! Miałam ich trochę... Ale Ty byś to nazwał „przygodami” ja zaś pomyłkami... Tylko... Daniel Paxton był kimś wyjątkowym. Twój brat także... – Spojrzałam gdzieś w dal.
- A ja jestem kimś wyjątkowym? – Uśmiechnął się.
- Tak... Moim najlepszym przyjacielem! – Przytuliłam się do niego.
- Wystarczy mi... Na razie... – Uśmiechnął się cwaniacko.
- Chodź wyprowadzimy tego psiaka... Jest cudny! Podobny do Ciebie... Też się tak dziwnie patrzy jak Ty. I teraz musze dwa psy wyprowadzać... – Puściłam oczko do Toma poczym wyszliśmy na spacer z pieskiem.
***
- Jak się będzie wabił? – Frytka spojrzał się na mnie z nadzieją, że coś wymyślę.
- Co tak oczy wytrzeszczasz? Nie wiem... Tom Junior? – Lekko szturchnęłam chłopaka łokciem.
- Nie! – Odskoczył jak oparzony. – Patrizia Junior? – Dodał poczym zaczął mnie łaskotać.
- Hahaha! Kaulitz przestań! To pies a nie suczka... – Wyrywałam się Dredowi. A ten zaczął wyć jak wilk. – Ciii... Cicho! – Zaczęłam zatykać ręką jego usta, ale nadaremnie, ponieważ zaczął warczeć a psiak przyglądał się jemu kiwając głową raz wprawo a raz w lewo, przy czym opadało mu jedno uszko, a drugie stało... Ja i Tom zaczęliśmy się brechtać.
- Patrizia! – Krzyknął jakiś chłopiec przytulając się do mnie. Spojrzałam na 10 latka i się uśmiechnęłam.
- Mik! Jak Ty urosłeś? Co tutaj robisz? – Przytuliłam go bardzo mocno.
- No urosłem aż 20 cm..., Ale będę taki duży jak Daniel! Jestem na wakacjach. A Co Ty tu robisz? – Mały się cieszył, że mnie widzi.
- Ja? No jak widzisz też na wakacjach... Poznaj Toma... Tom to jest Michael Paxton młodszy brat Daniela... – Uśmiechnęłam się lekko.
- Miki... Szukałem Cię... Nie uciekaj mi już więcej O.K.? Przepraszam was bardzo... – Podbiegł do nas chłopak, który wziął na ręce chłopczyka.
- Nie ma sprawy znam tego małego brzdąca... – Oznajmiłam, gdy chłopak się wyprostował. Na jego widok zamarłam...
- Bo chciałem wiedzieć, co do mnie czujesz... – Szepnął, po czym zbliżył swoją twarz do mojej. Czułam na sobie jego oddech. Na moment nastała cisza, w której słyszałam bicie jego serca... Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Czuliśmy jakby czas stanął tylko dla nas w miejscu nic się nie liczyło tylko ta chwila... Nasze usta dzieliły tylko milimetry...
- Ty to jesteś wykapany ojciec! Zabierasz mi dziewczynę! – Krzyknął Bill wchodząc bez pukania do pokoju brata. Ja jak oparzona odskoczyłam od Toma.
- Sam jesteś wykapany! Ja jestem z pełnego wytrysku... – Tom uśmiechnął się cwaniacko. - Bo czuje coś do Pati tak samo jak Ty Katlin! –Dodał.
- Kochanie, co Ty tu robisz? – Czarny patrzył na mnie z zaskoczeniem, ale zaraz podszedł do mnie przytulając mnie z całej siły.
- Jak to, co ja tu robię? Czuje się jak u siebie w domu... – Zażartowałam. – Tom, co to miało znaczyć, że Bill czuje coś do Kati tak samo jak Ty do mnie? – Zapytałam a Czarnulek odsunął się ode mnie.
- Może wyjaśnimy sobie to w czwórkę? – Zaproponował Frytka.
- Właśnie... – Rzekła Kat wchodząc do pokoju. – Wasza mama mnie wpuściła... – Uśmiechnęła się siadając na krześle. Ja usiadłam na łóżku po turecku. Bliźniacy stali.
- Więc tak... – Tom zamyślił się przez chwilę. – Na początku Smoła ma pukać do mojego własnego pokoju, a nie wchodzić bez pukania jak mu się podoba. Łapiesz Czarnuchu? – Dred mówił stanowczym głosem uderzając brata w ramię.
- Zamknij się mopsie... – Bill nie dawał za wygraną.
- Chcesz się bić? To się uderz! I nie obrażaj mnie w moim pokoju. – Tomik próbował powstrzymać śmiech. Ja i Kat zaczęłyśmy się brechtać z nich. – Dziewczyny nie śmiejcie się z nas... Ja wiem, że my Smoluś i Mopuś jesteśmy śmieszni no, ale takie życie, nie? – Tym razem Dred wybuchnął śmiechem Czarny także. – No dobra miłość to uczycie głupie zaczyna się na ustach a kończy na dupie. W tym przypadku miłość to uczucie piękne i nie sądzę by skończyło się na jędrnej i okrągłej części ciała. No może jak się bliżej poznamy... Ale myślmy najpierw o teraźniejszości. – Rzekł Frytka.
- Ty normalnie jesteś erotomanem gawędziarzem... Dużo mówisz a nic nie robisz. – Oznajmił Bill. – Impotent... – Szepnął pod nosem.
- Zaraz, co to ma być? Jakiś konkurs na najlepszego sex boya czy jak? – Zapytała Kat wstając gwałtownie z krzesła robiąc skwaszoną minę.
- Tom i ja lubimy się tak czasem powyłupiać... – Odrzekł Czarny.
- Pati, dlaczego nic nie mówisz? – Kat spojrzała na mnie pytająco. Ale ja byłam już w innym świecie. To wszystko, co łączyło mnie i Billa miało prysnąć jak bańka mydlana? Jak kwiat, który stracił swoją piękność? – Pati! – Kat szturchnęła mną.
- Tak? – Spojrzałam na nią lekko szklanymi oczami i nieszczerym uśmiechem.
- Co się stało? – Spytała klękając przy mnie.
- Nic się nie stało... Tylko tak sobie myślałam o Tych ich wygłupach... – Uśmiechnęłam się sztucznie czując wzrok Toma na sobie.
- Katlin my chyba musimy wyjść, nie? – Dred złapał Kat za rękę i ciągnął za sobą do wyjścia. Frytka odstąpił na chwile swój pokuj mnie i Czarnemu. Czarnulek podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie wiem, co mam Tobie powiedzieć by Cię nie zranić... Jak kocham to całym sercem. I właśnie tak Cię pokochałem. Nie chce by to się skończyło, ale widzę jak się dogadujesz z Tomem i w ogóle jesteście razem szczęśliwi... Nie chce Cię przy sobie trzymać, bo bolałoby to Ciebie, Toma i... Katlin. – Bill patrzył cały czas w moje szklane oczy sam ocierał swoje łzy. Spojrzałam na niego.
- Tylko Ty krzyczysz na mnie w milczeniu... – Szepnęłam, po czym otarłam jego łzy. – Babcia mi kiedyś powiedziała: „Nie płacz, że coś się skończyło, ale śmiej się, że coś się wydarzyło.” Tom i ja jesteśmy bliskimi przyjaciółmi... Tak samo jak Ty i Kati. Rozumiem, że poczułeś coś do niej... Nie mam Tobie tego za złe, a wręcz rozumiem Cię. Chyba zapomniałeś, że oprócz tego, że jestem Twoją dziewczyną jestem także Twoją przyjaciółką... Jeśli będziesz mnie potrzebować powiedź... Ja będę i pomogę. Dzwoń, kiedy chcesz i ile chcesz. Jesteś moim przyjacielem... – Po tych słowach przytuliłam się mocno do Billa.
- Dziękuje... Kocham Cię za to, że jesteś taka wyrozumiała i szczera. – Szepnął Czarny całując mnie w policzek.
- Nie ma sprawy... – Uśmiechnęłam się. Czarnulek wstał udając się ku drzwiom. – Poczekaj... – Podeszłam do niego szybko i odwróciłam w swoją stronę. – Rozmazałeś się... – Zaczęłam swoim rękawem wycierać jego oczy. Bill uśmiechał się. – Już! Teraz jest idealnie. Wyglądasz super! – Oznajmiłam. Czarny spojrzał się na mnie nie zmywając z twarzy uśmieszka. Patrzyłam się na niego ze zdziwieniem.
- Wiedząc, że nie mogę Cię już nigdy pocałować chciałbym poprosić o ostatni pocałunek... – Szepnął rumieniąc się.
- To nie koncert życzeń tylko rozstanie kochanie... – Poklepałam go lekko trzy razy po policzku odwracając się od niego. Czarny złapał mnie z tyłu w pół. Odwróciłam się do niego i... – Bill my właśnie zerwaliśmy... Pamiętasz? – Zrobiłam skwaszoną minę.
- Ja wiem, ale nie będzie Tobie brakowało moich pocałunków i bliskości? – Zapytał z nadzieją.
- Wiesz, czego mi będzie tak naprawdę brakowało? – Spojrzałam się w jego oczy.
- Tak... Wiem. – Spuścił głowę w dół. – Mi także... – Dodał. Zbliżyłam się do Billa i pocałowałam go ostatni raz...
- Sory, że przeszka. – Dred znieruchomiał. Czarny i ja przestaliśmy się całować.
- Właściwie to już nie przeszkadzasz. – Oznajmił Czarny drapiąc się po głowie.
- Właśnie widzę, że przeszkadzam wam i to bardzo... – Frytka prawie krzyknął. Patrzył się na nas wściekłym wzrokiem. Bill wyjął z kieszeni medalion.
- Chciałbym byś miała jakąś pamiątkę po mnie... – Rzekł, po czym założył mi na szyje medalion, który już raz od niego dostałam.
- Do zobaczenia... – Uśmiechnęłam się. Młodszy bliźniak wyszedł za to starszy walnął się na łóżko i nadal był wściekły. Podeszłam do niego siadając na łóżku.
- Tom... – Mruknęłam. Spojrzał się na mnie przez chwile, po czym odwrócił wzrok.
- Nie chce mi się gadać. – Rzekł.
- Nie będę się Tobie tłumaczyć, ale dlaczego nie przyszedłeś troszeczkę wcześniej? – Zapytałam.
- A co zastałbym was na biurku czy na łóżku? – Odpowiedział pytaniem.
- Nie będę się prosić! Na razie! – Rzuciłam w niego poduszką i wyszłam z jego pokoju.
- Nie zaraz poczekaj! Pati proszę! – Podbiegł do mnie i mnie złapał za rękę.
- Czego Ty chcesz Kaulitz? – Spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
- Chce się kochać... – Uśmiechnął się.
- Chcesz się kochać? To się kochaj. A i nie przeszkadzaj sobie. – Zmrużyłam oczy.
- Żartowałem... – Patrzył na mnie swoimi oczami, które promieniały szczęściem.
- Co się tak szczerzysz? – Uśmiechnęłam się lekko.
- Bo jestem szczęśliwy. – Oznajmił klaszcząc trzy razy w ręce.
- Dlaczego? – Czekałam na ciekawą odpowiedź.
- Bo dziś jest dzień... – Zamilkł na chwile. – Dobroci dla zwierząt! – Dalej się szczerzył.
- I co mam być dla Ciebie dobra? – Miałam zamiar wybuchnąć śmiechem.
- No! – Był tak szczęśliwy, że nie skumał... – Znaczy tak, ale nie w tym sensie... Znaczy się... No... eee... Wiesz... Jestem człowiekiem. – Otrząsł się.
- Tom jesteś zwariowanym przyjacielem... – Przytuliłam się do niego. Jego ręce powędrowały na mój tyłek. – Tylko przyjacielem! Chyba, że chcesz mieć połamane kończyny górne? – Uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Sory z przyzwyczajenia... – Odsunął się.
- A nie z podniecenia? – Spojrzałam na niego „z góry”.
- Nie ważne... Pati czy teraz jak Ty i Bill nie jesteście już razem.. T...o... To Cz...y... – Tom jąkał się.
- Jesteś moim najwspanialszym przyjacielem i nic tego nie zmieni! – Oznajmiłam mu.
- Ale mi nie o to chodzi... Bo jak ja już wcześniej mówiłem... Jakby to powiedzieć. – Zastanawiał się.
- Ależ ja wiem, o co Tobie chodzi... Nie martw się tym, że Twój brat zabrał Tobie dziewczynę, bo to nie od niego zależało... – Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, co Frytka chce powiedzieć, ale nie mogłam na to pozwolić.
- Przynajmniej jesteśmy przyjaciółmi... – Szepnął pod nosem.
- No... Możesz mi przynieść moje ubrania? Bo chciałabym wrócić do domu... – Poszłam do pokoju Toma usiąść na łóżku.
- Tak. Gdybyś widziała, w jakich ja bokserkach jestem i gdzie są wybrzuszone... – Rozmarzył się.
- Na tyłku? – Wybuchłam śmiechem.
- Nie o To mi chodziło... – Speszył się podając mi ubrania.
- Dzięki. Wiesz jak byś mógł... – Pokazałam mu oczami w stronę wyjścia.
- Nie przeszkadzaj sobie... – Uśmiechnął się szyderczo.
- Wiesz ja sobie nie przeszkadzam, ale Ty mi przeszkadzasz... – Oznajmiłam.
- Powiedź mi coś, co połączy nas na zawsze... Proszę wtedy wyjdę! – Nalegał.
- O.K. Hmm... Jestem w ciąży... – Wybuchłam śmiechem a Tom zamarł.
- Z Billem? – Zapytał niepewnie.
- Ej Misiek ja żartowałam... – Przytuliłam go mocno.
- To dobrze... – Odetchnął z ulgą. – Wiem, że to nie moja sprawa, ale czy Ty i mój brat. Wy już po... No wiesz, o co chodzi... – Dodał.
- Zapytaj się Czarnego. – Uśmiechnęłam się wyrzucając go za drzwi. A za nimi usłyszałam głos Frytki: „Bill mam sprawę!”. Gdy się ubrałam wyszłam z pokoju Dreda. Rozmyslając nad wszystkim, co się stało kierowałam się ku schodom, ale jak zwykle musiał na mnie ktoś wpaść... – Ej uważaj, co? – Rzekłam zdenerwowana. Spojrzałam się i własnym oczom nie wierzyłam.
TITEL: Odc. 25: Czy to już koniec? DATUM: niedziela, 25 marca 2007 ZEIT: 17:52:45 KOMMENTAR:komentarze [10]
ERZäHLUNG:
Cześć Kochani! Przepraszam, że nie pisze tak często notek, ale nie mam internetu i nie będę go miałam dość długo =( Ale ważne że kiedyś będę go miała... =) Gdy wrócę to dam znać komentując wasze notki. Tymczasem odliczam czas do koncertu TH =) Czy będę? Jasne! Tylko nie jako fanka, bo nie jestem nią... Ja lubię tylko muzykę Tokio Hotel i nic więcej... Nie mogę ich lubić ani kochać gdyż nie znam ich charakterów. Pisze te opowiadanie dla was a szczególnie dla mojej przyjaciółki Katlin. Tokio Hotel to zespół, któremu zawdzięczam życie i przyjaciółkę... Dowiecie się może kiedyś, „dlaczego?”. Tymczasem zapraszam Was serdecznie do czytania. Pozdrawiam!:
***
- Kupiłem Red Bulla i świeczki, które Tobie się tak podobały... – Bill wszedł do salonu ja i Tom byliśmy zdezorientowani. Czuliśmy na sobie wzrok Czarnego. Widać, że Tom chciał odejść. Ale złapałam go za rękę.
- Musimy coś wytłumaczyć, Billowi... – Wiedziałam jednak, że to będzie trudne.
- Co wytłumaczyć? – Zapytał Czarnulek.
- Usiądźmy wszyscy... Musimy wyjaśnić sobie kilka spraw. – Oznajmiłam. – Katlin zejdź, bo musimy porozmawiać! – Wołałam siostrę.
- Nie ma, o czym rozmawiać. – Tom się próbował wykręcić.
- Siedź! – Prawie krzyknęłam. Bill patrzył się na nas ze zdziwieniem czuł, że coś jest nie tak... Widział to po mnie. Kat wbiegła do salonu.
- Co się stało? – Uśmiech, który widniał na jej twarzy zgasł, gdy zobaczyła nas.
- Siadaj musimy pogadać o tym, co Tom przed chwilą zrobił... – Ledwo przeszło mi to przez gardło... Kat i Bill patrzyli się raz na mnie a raz na Frytkę.
- Pocałowałem, Pati... W usta. – Powiedział Tom. Patrzyłam siostrze w oczy, które były szklane. Nastała martwa cisza. Spoglądałam na Czarnego, który był daleko myślami. Tom wyszedł z domu.
- Bill... Myślę, że... Powinieneś wyjść... Chce porozmawiać, z Patrizią... – Wykrztusiła z siebie Kat.
- Rozumiem... – Czarnulek wstał spojrzał się na mnie. Nie miałam odwagi mu spojrzeć w oczy, ale czułam jego wzrok. Przykucnął przy mnie. – Kocham Cię to nie twoja wina... – Musnął mój policzek. Sztucznie się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że to także moja wina. – Cześć... – Dodał i wyszedł. Ja i Katlin milczałyśmy... Czułam się jak w sądzie czekając na wyrok...
- Przepraszam... – Wymamrotałam szeptem.
- Za co? – Zapytała Kat.
- Głupio to zabrzmi... – Lekko się uśmiechnęłam. – Przepraszam Cię za to, że mnie Tomik pocałował...- Dodałam.
- Nie przepraszaj... To nie Ty go pocałowałaś tylko on Ciebie... Poza tym rozmawiałam z nim o Tobie. I od wczoraj nie jesteśmy razem. – Posmutniała.
- To przeze mnie? Prawda? – Zapytałam. Kasia przez chwile milczała.
- Nie wiem... Ja się z Tomem nie umiem dogadać... Z Billem to, co innego... – Schowała głowę w ugiętych kolanach.
- Kati... Ty się zauroczyłaś w Billu? – Zapytałam trochę przerażona. – Proszę odpowiedź szczerze. Zrozumiem... – Dodałam.
- Tak... Czuje cos do niego... Przepraszam... – Wtuliła się w moje ramiona. Nie jej wina... Ani nie Billa. Taki los...
- Nie przepraszaj... Tak bywa.. – Uśmiechnęłam się sztucznie. – Musze iść... – Oznajmiłam wstając z kanapy.
- Gdzie idziesz? – Zapytała Kat.
- Do Gustava i Georga... – Odpowiedziałam, po czym pocałowałam ją w policzek i wyszłam...
***
Słońce powoli zachodziło oświetlając czerwonym blaskiem drogę. Ja plątałam się z różnymi myślami... Nie wiedziałam, co mam zrobić. Gutek był dla mnie jak brat Gogo także... Tylko u nich widziałam pomocną dłoń. Drżącą ręką nacisnęłam zielony przycisk na metalowym ogrodzeniu. Nie był to ich dom, ale tymczasowo tam mieszkali.
- Kto? – Usłyszałam z „domofonu”.
- ...Patrizia... – Wydukałam po ciszy.
- Wchodź! – Głos się rozweselił. Furtka wydawała z siebie cichy pisk, który oznajmił, iż można wejść na posesje. Szłam niepewnym krokiem po kamiennej ściągawce. Stanęłam przed drzwiami „wycierając” buty o błękitną wycieraczkę. Drewniane drzwi rozchyliły się jakby chciały mnie przywitać swoim ciepłem. W framudze ujrzałam postać niskiego blondyna. Nie miałam wątpliwości, że to Gucio. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy jakbyśmy chcieli powiedzieć sobie wszystko...
- Zapraszam... – Szepnął.
- Dzięki... – Podziękowałam lekko smutnym głosem. Stałam w przedpokoju zdejmując buty. Gutek czekał na mnie. – Zapraszam do salonu... – Złapał mnie za rękę wskazując drogę. Na beżowej sofie zauważyłam Georga, który tulił w swych ramionach Chiaki. – Tak przy okazji... Dobry wieczór. – Rzekł Gucio całując mnie w policzek na przywitanie.
- Nie przeszkadzam? – Wymamrotałam spod nosa.
- Nie... Może lepiej chodź do mnie do pokoju... – Zaproponował. Przytaknęłam kiwając głową. – Chodzi pewnie o Billa i Toma... – Zgadł...?!
- Skąd wiesz? – Zapytałam marszcząc czoło.
- Tom mi mówił. – Gustav spojrzał w moje oczy jakby czegoś szukał. Przez chwile milczałam patrząc w ścianę. Czułam cały czas wzrok Gucia.
- Uważam, że powinnaś porozmawiać z Billem... – Wtrącił, Gogo stojący w framudze drzwi do pokoju Gutka.
- Cześć, Georg. – Szepnęłam.
- Witam... – Podszedł do mnie witając się pocałunkiem w policzek, po czym u siadł na łóżku.
- Chciałabym porozmawiać z Billem, ale boje się... Nie chce go stracić... – Łzy kręciły mi się w oczach.
- My zajmiemy się Tomem... – Oznajmił Gucio.
- Nie powiem, że będzie dobrze, ale na pewno nie będzie źle. – Georg próbował na swój sposób pocieszyć mnie. Po domu rozległo się pukanie do drzwi. Za oknem lał deszcz kropnę roztrzaskiwały się o parapet.
- Zobaczę, kto to... – Gogo wyszedł z pokoju. Gustav przytulił mnie do siebie mocno szepcząc „nie martw się”. Z moich oczu spływały kryształy łez. Czułam pustkę... Myśli plątały się sprowadzając do punktu wyjścia.
- Kto przyszedł? – Zapytał Gucio krzycząc.
- Bill... – Odkrzyknął Georg.
- To ja już może pójdę... – Szepnęłam odsuwając od siebie Gucia.
- Musisz z nim pogadać! – Gustav złapał mnie za nadgarstek. Nie wiem, dlaczego ale posłuchałam go.
- Siema Gustav! – Czarny od razu się przywitał stojąc za otwartymi drzwiami pokoju widząc tylko Gucia.
- Hey... Usiądź ja na chwile pójdę do Georga. – Gutek puścił mi po kryjomu oczko, że będzie „ok.” i wyszedł znikając za framugą drzwi. Czarnulek podszedł do biurka siadając na krześle. Był cały mokry... Włosy miał oklapnięte a przemoczone ubranie kleiło się do jego ciała odznaczając „mięśnie”. Powoli zaczął ściągać z siebie rzeczy. Najpierw czarną kurtkę potem t-shirt z napisem „Happy Day”. Siedziałam cicho patrząc na jego każdy ruch.
- Gustav przyniesiesz mi ręcznik? – Krzyknął a ja podskoczyłam z przerażenia na szczęście nie odwrócił się.
- Ślepy jesteś? Leżą trzy czyste ręczniki na biurku! – Odkrzyknął Gucio.
- Nie jestem ślepy tylko załamany... – Powiedział sam do siebie wycierając się białym ręcznikiem. Chciałam podejść do Czarnulka... Ale zrezygnowałam. Na łóżku położyłam medalion, który dostałam od Billa. Po cichu wyszłam z pokoju. Na schodach zatrzymał mnie Gustav.
- Rozmawiałaś z nim? – Zapytał wprost.
- Jeszcze nie teraz... – Szepnęłam, po czym pocałowałam Gucia w policzek i wyszłam. Na dworze padał chłodny deszcz, który łączył się z moimi łzami spływając po policzkach. Szłam wzdłuż jakiejś ulicy rozmyślając o tym, co było kiedyś... Jak było mi dobrze gdy byłam z Danielem... Do niego należało moje serce a teraz miałam je tak zwyczajnie oddać jakiemuś chłopcu, który jest wokalistą? Bill jest wspaniały, ale... To, co go otacza jest dla niego fascynujące dużo w jego życiu się dzieje... Trasy koncertowe, hotele itp. Itd. To było jego marzeniem. Teraz ma to wszystko. Nie zamierzałam mu tego odbierać. Wiem, czego jednak potrzebował... Prawdziwej miłości. Chyba nie potrafiłam mu ją dać, jeśli przeze mnie cierpiał... Zatrzymałam się przy ławce mimo tego, iż była mokra usiadłam i skuliłam się podpierając brodę o kolana. Zamknęłam oczy mając nadzieje, że jak je otworze rano wszystkie złe dni znikną. Z nudów w strugach deszczu... Zasnęłam.
***
Ktoś gładził mnie ręką po policzku całując delikatnie w usta tuląc mnie do siebie w swych ramionach. Wdychałam woń męskich perfum, które znałam na pamięć... To były „Axe” czerwone. Wtuliłam się bardziej by czuć ten zapach także na sobie.
- Apsik! – Kichnęłam.
- Na zdrowie kochanie... – Szepnął.
- Dzięki... – Odpowiedziałam. – Bill przyniesiesz mi szklankę wody? – Zapytałam.
- Tak... Ale ja nie jestem... Tak przyniosę. – Musnął mnie dwa razy w usta. Słońce, przestrzeliwszy szyby oraz zasłony oświetlało cały pokuj miło rażąc mnie w zamknięte oczy... Śliczny śpiew ptaków pobudzał wyobraźnie... A zapach lata był niczym woń kwiatów, które plotłam w wianek będąc dzieckiem. Znów czułam te szczęście, które otaczało mnie przez połowę mego dzieciństwa. Podniosłam powoli powieki wyciągając się. Rozejrzałam się po pokoju, który był dość dziwny jak na Billa... Nawet czysto Pomyślałam gdy zobaczyłam dużo pogniecionych papierów koło czarnego kosza. Wstałam z łóżka, po czym podeszłam do okna. Spojrzałam na swój ubiór... W końcu Bill miał połowę moich rzeczy w swojej torbie, bo mi się nie zmieściły. Byłam ubrana w niebieską piżamę, która była dla mnie za duża, ale tylko w niej czułam się swobodnie... Ponownie się rozciągnęłam zaciskając oczy. Czarnulek złapał mnie z tyłu w pół.
- Twoja woda... – Rzekł podając mi ją w dłoń.
- Dziękuje. – Odpowiedziałam i małymi łyczkami popijałam chłodną wodę. Bill nadal mnie tulił do siebie bardzo mocno... Jakby nigdy tego nie robił. – Wiesz kochanie... Nie chce Cię zmartwić, ale musimy z tym wszystkim przystopować. Kocham Cię, ale nie potrafię patrzeć w smutne oczy Toma. Jest moim przyjacielem i chciałabym by był szczęśliwy... – Mówiłam oparłszy tył głowy o jego tors patrząc w krajobraz za oknem.
- Kochasz go? – Zapytał ochrypniętym głosem.
- Frytkę? – Zapytałam drżącym głosem.
- Tak... Powiedz szczerze. – Chrypnął. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć... Na moment zapadła martwa cisza.
- Bill wiesz... Ja... Może go nie kocham, ale czuje coś do Toma... Właściwie, dlaczego pytasz? –Plątałam się w odpowiedzi, po czym odwróciłam się do niego...
Ja i Bill spojrzeliśmy się w stronę drzwi, przed którymi stał... Mojej mamy facet! Zrozumiałabym gdyby był to Tom, ale Orlando??? Halo!? Czy ja już nie mam własnej prywatności? Jeszcze bezczelnie się gapi!
- Bill zejdź ze mnie... – Szepnęłam. Czarny posłusznie zszedł.
- Pati nie rób tego. – Złapał mnie za rękę, ale ja mu się wyrwałam. Wstałam z łóżka podeszłam do Adiego i z całą siłą wypchnęłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Co Ty sobie wyobrażasz? Pukać nie umiesz? Drzwi w domu nie masz? Jakiś uraz masz do nich? Przycisnęły Cię kiedyś? – Zaczęłam wrzeszczeć na „chłopaka”.
- Co tu się dzieje? – Zapytał Elijah wychodząc ze swojego kącika.
- On wszedł do mojego pokoju bez pukania!!! – Krzyknęłam wściekła.
- Przestań wrzeszczeć gówniaro! – Chciał mnie uderzyć, ale mój brat złapał go za rękę.
- Nawet nie próbuj! Dotknij ją a naprawdę pożałujesz! W tym domu odnosimy się do siebie z szacunkiem bez względu czy krzyczymy i mamy pretensje. Uderz którąś z moich sióstr lub mamę to nie żyjesz! – Ostrzegł. Orlando nic się nie odezwał wściekłą miną zszedł do salonu.
- Dobrze, że jesteś. – Przytuliłam się do brata.
- Nie ma sprawy jesteś moją małą, kochaną siostrą i nie pozwolę Cię skrzywdzić... – Pocałował mnie w czoło! – A co robiliście z Billem? – Odezwał się ciekawski.
- To samo, co Ty i Ann... – Oznajmiłam.
- CO? – Był w szoku. – Chcesz powiedzieć, że on i Ty jesteście już po? – Wytrzeszczył oczy z niedowierzania.
- Jasne, że NIE! Ale wiesz, co? Wygadałeś się! – Pokazywałam mu sprośnie język. – Nana... nana... Wygadałaś się wygadałeś! Powiem mamię! – Żartowałam.
- Tylko mamie powiesz to nie ma Cię! – Zaczął mnie ganiać, a jak złapał to łaskotał.
- Buhahaha.... hahaha... Braciszku przestań... hahaha! Aaaa! – Brechtałam się jak nigdy.
- A co tu się dzieję? To ja czekam na Ciebie a ty bawisz się z bratem? Obrażam się! – Powiedział Czarny.
- Siema Bill! – Mój brat wstał i zrobił z nim żółwika! A ja głupia siedziałam na podłodze o_O
- Eee! A ja to, co? – Inteligentnie przypomniałam, że też jestem! Czarnulek podał mi rękę. – Dzięki.
- Ja spadam do Ann. Patrizia tylko proszę Cię masz się nikomu nie wygadać! – Prosił.
- Ta jasne... Przecież to nic wielkiego, że już nie jesteś prawiczkiem! – Krzyknęłam na cały dom. Bill zaczął się śmiać. – Chyba powiedziałam to za głośno. – Chichotałam.
- Odpłacę się za to! Na razie! – Ostrzegł i poszedł.
- Nareście sami... – Bill podszedł do mnie i przytulił, po czym zaczął nachalnie całować.
- Hola hola! Ty to chyba masz za dużo hormonów seksu... Jesteś gorszy niż Tom! Frytka przynajmniej już by się rozebrał... – Spojrzałam na niego poważnie, ale nie umiałam powstrzymać śmiechu.
- Co on ma takiego w sobie, że Cię pociąga? – Zapytał zdenerwowany.
- Kobiecość! – Wykrztusiłam przez śmiech, bo Czarny miał jej ponadto! Spojrzał się na mnie poszedł się zobaczyć w lustro czy coś z nim nie tak.
- Ale ja nic szczególnego męskiego nie widzę... – Zaśmiał się, ale wiedział, o co mi chodzi.
- Ja też nie! – Złapałam go za t-shirt i zaciągnęłam do pokoju na łóżko.
- Puk! Puk! – Rozległo się pukanie do drzwi.
- Szlag by to! – Bill podszedł do drzwi i gwałtownie je otworzył. – Czego? – Krzyknął wściekły.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja tutaj mieszkam i może trochę szacunku, co? – Ktoś odpowiedział.
- Katlin! Sorry! Myślałem, że to ten facet... – Odpowiedział zmieszany.
- Nie ma sprawy... – Rzekła wchodząc. – Patrizia musisz mi pomóc w włączeniu magnetowidu! Bo ja za cholerę nie umiem, a Tom poszedł do sklepu. – Oznajmiła siadając na łóżku.
- Spoko pomogę. Misiek poukładasz moje ciuchy do szafy? – Zapytałam Billa.
- O.K. – Przytaknął i zaczął wszystko wyjmować z mojej czarnej torby.
- A ja na chwile idę do Elijaha muszę z nim pogadać... – Stwierdziła Kat i wyszła.
- To ja idę zobaczyć, co z magnetowidem. – Powiedziałam sama do siebie. Od razu, gdy weszłam do salonu to rzuciłam się na sprzęt by go naprawić... No tak świecił się, ale nie „czyta” kasety... Pewnie coś z głowicą... – Bill jak skończysz to zejdź na dół to mi pomożesz! – Krzyczałam na cały dom.
- Nie ma sprawy! – Odkrzyknął. Usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy...
- Em... – Ktoś zawołał. Otworzyłam oczy.
- Do mnie mówisz? – Zapałam Patrząc na Orlanda
- Tak do Ciebie mówię! – Odpowiedział
- A Ty, kto Robert Deniro, że chcesz ze mną gadać?- Powiedziałam poważnym tonem.
- Wiesz, kto ja jestem? – Spojrzał na mnie siadając na kanapie.
- Wiem, kim jesteś! A wiesz, kto ja jestem? Bezel mam dla Ciebie frajerze prezent! Odwal się ode mnie! – Wstałam z kanapy udając się do kuchni.
- Poczekaj! – Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. – Co ja robię źle? – Zapytał zbliżając swoją twarz do mojej. Czułam jego oddech na sobie. – Mieszkam tu i powinniśmy się traktować z godnością.
- Nie przyzwyczajaj się. – Miałam na myśli, że tu mieszka. – Słyszałam, że umiesz budować łodzie... To zrób dla mnie jedną.
- Nie ma sprawy. – Wyszedł z domu. On wszystko zrobi dla mnie by mieć u mnie uznanie =/ Może to i dobrze....? Wróciłam na kanapę.
- W czym pomóc? – Usłyszałam głos Billa za sobą.
- Zrób coś by ten magnetowid działał! – Zażądałam.
- Nie ma sprawy. – Rzekł. Po czym zaczął przerzucać jakieś kabelki... – Gotowe... Włącz. – Oznajmił. Posłusznie włączyłam i... działał!
- Kati działa!!!!!!!!!! – Krzyczałam uradowana klaszcząc w dłonie.
- Spoko! – Odkrzyknęła.
- Ja też działam... – Powiedział Czarny podchodząc do mnie bardzo blisko...
- Na baterie czy na prąd jesteś? – Spojrzałam na niego pytająco.
- Chcesz zobaczyć? – Zaproponował podnosząc jedną brew ku górze siadając na moich kolanach okrakiem. Zaczęłam przegryzać wargę...
- Działa już magnetowid? – Zapytał Frytka wchodząc do salonu.
- Tak... Tom czy mógłbyś...? No wiesz... – Byłam trochę wściekła, ale zachowałam spokój.
- Ty wiesz jak przeszkodzić! – Powiedział zdenerwowany Bill. – Idę do sklepu po red bulla wezmę dla Ciebie skarbie. – Dodał muskając moje usta, po czym wyszedł. Ja i Tom zostaliśmy sami.
- Hehe... Ja już tak mam. To mój trik. – Uśmiechnął się siadając koło mnie.
- Tomik Ty zawsze wchodzisz wtedy, gdy ja i Bill... Nie ważne. Chodzi mi o to, że zawsze wchodzisz bez pukania! – Byłam trochę zmęczona tym tłumaczeniem, co on robi, bo to i tak się pewnie powtórzy.
- To nie moja wina... – Wypierał się.
- A co może moja i Billa? – Zapytałam.
- Pewnie tak... – Uśmiechnął się cwaniacko.
- Magnetowid już naprawiony... Możecie już oglądać. – Oznajmiłam wstając z kanapy.
- Pati... – Tom złapał mnie delikatnie za rękę. Wstał. – Przepraszam i dziękuje... – Szepnął całując mnie delikatnie w... usta.
- Tom... – Szepnęłam dotykając swoje usta dłonią. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy, które wydawały się być szkliste...
Dodałam notkę, bo mam mieć formatowanie kompa. Przepraszam fankę TH prowadzącą tego oto bloga KLIK za nie przeczytanie i skomentowanie jej notki! Obiecuje, że nadrobię zaległość! Ale bardzo dziękuje Sam z bloga KLIK za wszystko co dla mnie zrobiła!
PoZdRoWiAm
BuZiOlE =* =* =*
A teraz głupi i nudny odcinek:
***
Obudziłam się dostawszy buziaka w policzek.
- Hmm... Bill spadaj! – Wymamrotałam zaspana uderzając Billa w twarz.
- Ała! Ale ja nie jestem Bill! – Odezwał się.
- Ojej Tom przepraszam... Tak jestem przyzwyczajona do Czarnego, że myślał, iż to on mnie budzi. Dobrze się spało pod gołym niebem? – Zapytałam.
- Tak. Z Tob. – Coś mówił, ale ktoś przerwał.
- Pati pożyczysz mi gumki do włosów? – Zapytała Katlin jak gdyby nigdy nic.
- Jasne... Katlin możemy porozmawiać? Tom przepraszam na chwile. – Wstałam z materaca i złapałam Kati za rękę ciągnąc ją jak najdalej od namiotów. – Dlaczego wyrzuciłaś Toma? Przecież on nic nie zrobił... – Oznajmiłam.
- Nie uważasz, że to moja sprawa, co robię z moim chłopakiem? – Spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem.
- Masz racje, ale to jest mój przyjaciel a Ty jesteś moją siostrą o ile się nie mylę! Więc chce wiedzieć czy wy zamierzacie się tak kłócić o byle bzdurę? Nie zdajecie sobie sprawę z tego, że możecie się już nie zobaczyć? – Zadałam kilka pytań, ale sama tak do końca nie wiedziałam, o co mi chodzi.
- Musze Cię zmartwić, ale to nie będzie powtórka historii, w której tracisz swojego Daniela! Więc odczep się!– Krzyknęła Kat. Spojrzałam się na nią szklanymi oczami. – Patrycja przepraszam ja nie chciałam! – Krzyczała za mną a ja biegłam przed siebie. Nagle wpadłam na kogoś.
- Ej Pati, dlaczego płaczesz? – Ktoś odgarniał moje włosy z twarzy.
- Elijah! Co Ty tu robisz? – Spytałam przytulając się mocno do brata.
- Przypłynąłem po was. Mam nadzieje, że już wszyscy są spakowani. Ale powiedz mi, co się stało. Jeśli Bill coś Tobie zrobił to mnie popamięta. – Powiedział z zaciśniętymi zębami marszcząc czoło.
- Elijah powiem Tobie później. Wracajmy do domu, proszę. – Spojrzałam na niego zmęczonymi oczami. Nie miałam już siły. Podczas powrotu nikt się nie odzywał. Była martwa cisza...A ja zasnęłam.
***
- Patrycja wstawaj... Jesteśmy już. – Elijah próbował mnie obudzić.
- Tak? Fajnie... – Byłam trochę nieprzytomna. – Zaraz a gdzie banda Czarnego? – Zapytałam rozglądając się dookoła.
- Chodzi o Billa, Toma, Gustava i Georga? Spokojnie. Zobaczymy się z nimi na miejscu. O jest już Adi. – Oznajmił machając do kogoś.
- Kto? – Zmarszczyłam czoło.
- Adi... Czyli Orlando narzeczony mamy. – Wytłumaczył.
- Cześć Elijah. A to zapewne Twoja siostra Kasia? – Podał rękę mojemu bratu a mnie nazwał Kati! Co za baran!
- Nie! Nie jestem Kaśką. Katarzyna jest tam. – Wskazałam wzrokiem na siostrę, która ciągnęła ze sobą jakieś walizki. – Ja jestem Patrycja. Dla pana: pani Warter. – Oznajmiłam mu. – Dupek... – Mamrotałam pod nosem.
- Czy ona tak zawsze? – Zapytał Orlando mego brata...
- Jeśli chodzi o Ciebie to już jesteś u niej przegrany... Gdybyś od razu powiedział ze ona jest Patrycją to nie miałbyś kłopotów... – Wzruszył ramionami.
- Co mam zrobić żeby pani Warter mi wybaczyła? – Spojrzał na mnie z nadzieją.
- Mógłby pan się utopić... Wtedy z pewnością by mi ulżyło. – Uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu. Na samą myśl, że zostaję w Loistche robiło mi się nie dobrze z powodu tego frajera mamy... Mieszkać z nim pod dachem to okropne! No, ale trzeba się z tym pogodzić dopóki go nie spławię =D
***
Wyszłam z samochodu i zobaczyłam... wiochę!
- I jak? Robi wrażenie? – Zapytał się Elijah...
- No...! – Ledwo powstrzymałam śmiech. Katlin była cała w skowronkach. – Gdzie mama? – Rozejrzałam się dookoła siebie, bo gdy przyjeżdżałam z koloni lub innych wycieczek to czekała przed domem by móc mnie uściskać, a teraz jej nie ma.
- W tym rzecz, że wyjechała w jakiś interesach... Powiedziała, że wróci za... – Głos brata ucichł.
- Nie chcesz powiedzieć, że za miesiąc? – Spojrzałam na niego, bo myśl o tym, że po domu będę chodzić w piżamie a ten down (mamy frajer) będzie się na mnie lampić a ja na niego codziennie rano, gdy będę jeść śniadanie.
- Tak, ale nie na miesiąc na dwa miesiące do tej pory Adi i ja mamy się wami zająć... – Uprzedził.
- Fajnie... – Wykrztusiłam z siebie. Elijah i dupek zaczęli zanosić nasze rzeczy do domu. Ja chciałam się przejść po „miasteczku”.
- Pati poczekaj... Wtedy na plaży ja nie chciałam tego powiedzieć. Wiem, że Daniel cały czas coś dla Ciebie znaczy, ale czas zapomnieć o nim... Życie się zmienia nie możemy spoglądać na to, co było. – Zaczęła mnie przepraszać i tłumaczyć.
- Wystarczyłoby gdybyś powiedziała zwykłe „sorry”. Poza tym gadasz jak ja a jednak też patrzysz na to, co było wstecz... Siostra, co Ty i Elijah tak się omijacie? Nie gadacie ze sobą... To wygląda jakbyście się nie znali a jesteśmy przecież rodzeństwem. Fakt głupim, bo każdy jest z nas świrusem na swój sposób... – Zaczęłam się, brechtać. Kat poszła w moje ślady.
- Co sadzisz o narzeczonym mamy? – Zapytała nieśmiałe.
- Przystojny i nawet fajny jak na durnia, ale i tak go musimy stąd wykopać... – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Przystojny? On jest boski! – Kati wpadła w zachwyt.
- Przestań! Tom przy nim jest boski... – Zaprzeczałam.
- Tom do przy nim to cienias! – Dalej była rozmarzona.
- Czy Tobie czasem Kasiu sufit na łeb nie spadł? – Spojrzałam na nią z „góry”. – Jeśli skrzywdzisz Frytkę to będziesz miała ze mną do czynienia. A tak poważnie... Ale wiocha!!!!!!!!!!!!!!!!! – Krzyknęłam.
- Ok, ok, ok.! Hahaha! No... Jak oni mogą mieszkać na takim zadupiu? – Kat rozglądała się po wsi...
- Jak na wioskę ma swój urok... – Rzekłam z przekonaniem. – O patrz chata Kaulitzów! – Wskazałam dom gdzie było pełno dziewczyn... i namiotów... =/
- Ta... Ciekawe jak my się tam dostaniemy? – Siostra rozmyślała nad planem.
- Ej! – Ktoś mnie złapał za rękę i zaczął ciągnąć. – Puszczaj! Debilu! Matka Cię nie kocha czy jak? – Darłam się w niebogłosy Kaśka biegła za mną. – Kati uważaj! – Krzyknęłam, gdy zobaczyłam jakiegoś downa, który ją także zaczął ciągnąć.
- Pati! – Katlin wyrywała się nieznajomemu.
- Coś mi tu nie gra... Te buty! Tom takie przecież ma! – Wyszeptałam. Po dłuższym czasie „ciągania” mnie znalazłam się w jakimś durnym lesie. – Kaulitz! Co Ty w kulki sobie lecisz? Chcesz bym zawału dostała? Czy ja wyglądam na głupią? To akurat złe pytanie... – Byłam wkurzona, ale potem zaczęłam się chichotać.
- Skąd wiesz, że to ja? – Zapytał ściągając kaptur z głowy.
- To śmieszne, ale Frytka nie zmienia butów tak często jak Ty... On nie jest stonogą jak Ty! – Chichotałam.
- Chciałem z Tobą poważnie porozmawiać „O nas”.– Zaczął.
- Hmm... Ciekawy temat. Wiesz, jeśli chcesz zerwać to spoko uszanuje Twoją decyzje poza tym masz dużo koncertów itp. No, więc trzymaj się i życzę szczęścia... Miło było Cię poznać! – Nie chciałam słyszeć tego z jego ust za bardzo by mnie to bolało.
- Patrizia, ale nie o to chodzi! – Prawie krzyknął.
- A o co? – Spojrzałam się na niego O_o
- Chciałem Cię przeprosić za tamto... Przez całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. Nie wytrzymywałem! Chciałem się do Ciebie przytulić i powiedzieć, że Cię kocham bez względu na to czy będziemy uprawiać sex czy nie... – Powiedział smutnym głosem.
- Nie ma sprawy... Idziemy do mnie? Jeszcze nie widziałam swojego pokoju... Trzeba tam pewnie wszystko poprzestawiać. – Zaproponowałam.
- Jasne! – Zgodził się chcąc mnie pocałować w usta.
- Zaraz a Ty, co robisz? – Zapytałam odchylając się.
- Chciałem Cię pocałować. – Rzekł.
- Patrzcie, jaki szybki już przeprosił i od razu chce buzi! Nie przyzwyczajaj się! – Byłam poważna, ale tak naprawdę tliłam w sobie śmiech. Bill spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. – Nie smuć się tylko chodź do mnie i mnie pocałuj! – Rozkazałam i posłuchał. Poszliśmy do mojego nowego hausa. Z wierzchu jak każdy domek trochę drewna cegły i jest dom =D Otworzyłam „drewniane” drzwi.
- Jak tu jasno... – Szepnęłam. Wszystko w środku było w jasnych pastelowych kolorach. Spojrzałam naprzeciw siebie i zobaczyłam schody. – Tam jest mój pokój. – Stwierdziłam. Już zamierzałam z Czarnulkiem wejść na górę, gdy zaczepił nas Orlando.
- I jak dziewczyny podoba wam się domek? – Zapytał po polsku. Spojrzałam na Billa, który nie bardzo rozumiał, co gościu powiedział.
- Słucham? Gdzie Ty tu widzisz dziewczyny? To jest mój chłopak a nie dziewczyna. Ślepy jesteś czy jak? – Przewróciłam oczami.
- Was ist?* - Zapytał Czarny.
- Nichts...* – Odpowiedziałam. Orlando przyglądał się nam. – Bill zostawisz nas na chwile? – Zaproponowałam po niemiecku. – Możemy porozmawiać? – Spojrzałam się na mojego tymczasowego „ojczyma”
- Tak. – Przytaknął.
- Masz szczęście, że powiedziałeś to po polsku, bo inaczej wydrapałabym Tobie oczy! Jestem pod opieką mego brata nie Twoją, więc może postawię warunek Ty i ja się nie znamy! Ja nie wtrącam się do spraw Twoich i mamy a Ty do moich i Billa. Pasuje? – Zapytałam rzucając jabłko z ręki do ręki.
- Pasuje, ale wiesz, co? Jesteś śliczna, ale wygadana i pyskata... – Rzekł zbliżając swoją twarz do mojej.
- Apsik! – Kichając oplułam go, po czym uśmiechnęłam się szyderczo. Co za debil!
- Nie możemy się jakoś pogodzić? – Wołał Orlando, gdy byłam na schodach.
- Nie jestem jasnowidzem tylko dziewczyną... Psa nie masz a przyjaciół szukasz? – Odpowiedziałam zatrzymując się na pół schodach.
- To, że kocham Twoją mamę nie znaczy, że jestem zły... – Oznajmił.
- Nie masz lepszych zajęć niż dręczenie mnie o zgodę? Jak na Ciebie wołają? – Spojrzałam na bruneta, który jeszcze się wycierał po mojej ślinie =D
- Adam, Adi a na Ciebie? – Zapytał.
- Na mnie nie wołają! Na mnie mówią Pati lub Em. Możesz coś dla mnie zrobić? – Ziewnęłam siadając na schodku.
- Zależy, o co chodzi? – Spytał.
- Nie wchodź mi w drogę... – Powiedziałam cwaniacko. Wstałam i otrzepałam sobie tyłek, po czym poszłam do mojego pokoju. Piętro było wielkie... Które drzwi są do mojego pokoju?~ Rozmyślałam widząc aż cztery wejścia.
- Kotek! – Ktoś szepnął z samego końca korytarza. Czyżbym mój pokój był na samym końcu? Otworzyłam drzwi.
- O boże! – Zrobiłam się wierząca jak nigdy. – To mój pokój? – Zapytałam ze zdziwieniem.
- Pewne tak... – Odpowiedział Bill, który czuł się jak u siebie w domu, bo leżał na moim łóżku!
- Nie przyzwyczajaj się... – Położyłam się koło niego.
- No wiesz bardzo miękkie można skakać dobre do. – Nie dokończył.
- Nie zaczynaj o ile chcesz przeżyć! – Warknęłam XD
- Dobra... – Odpowiedział, po czym usiadł mi na podbrzuszu i zaczął namiętnie całować. Odwzajemniałam pocałunek...
- Wiesz, co jeśli chcesz to mogę Tobie. – Ktoś wszedł do pokoju...
- Chodźmy dalej od namiotu żeby nas Patrizia nie usłyszała, co? – Zaproponował Tom.
- Nie martw się Pati nas nie usłyszy. Przed snem jak na mnie czeka zawsze słucha muzyki na MP3-ce. – Oznajmił Czarny.
- Spoko. A więc, o czym chciałeś gadać? – Zapytał Frytka.
- O Tobie i Patrizi... Dobrze wiesz, że nie dzielimy się dziewczynami. To od nich zależy, kogo wybiorą, więc przestań się narzucać mojej dziewczynie! – Czarnulek prawie, że krzyknął.
- No dobra może i czuje coś do Pati, ale ona oprócz przyjaźni nic do mnie nie czuje. Nie mógłbym Tobie zabrać dziewczyny. Wiem, że Ci zależy na niej i nie chcesz ją stracić i takie tam bla bla bla... Ja jestem z Katlin i też czuje się zazdrosny, że Ty się z nią dogadujesz lepiej niż ja! I co mam od razu się powiesić? – Zaśmiał się Dred.
- Ty zazdrosny, od kiedy? – Bill zrywał boki ze śmiechu.
- Zamknijcie się ludzie chcą spać! – Ktoś krzyknął.
- Na pewno jesteście przyjaciółmi? – Zapytał Czarnulek.
- Tak! A Ty i Katlin? – Spytał Tom.
- Tak, głąbie... – Odpowiedział Bill.
- Debilu tylko nie za dredy! Wiesz, że to ostatnia noc? Planujesz coś? – Frytka był ciekawski.
- No wiem... Tak planuje... Zamierzam powiedzieć Kat żeby na Ciebie uważała, bo gumki nie umiesz założyć. – Czarny znów się śmiał w niebogłosy. Ja wyszłam z namiotu by ich uciszyć.
- Zamkniecie się? MP3 mi zagłuszacie. – Powiedziałam cicho.
- A gdzie ją masz? – Dopytywał się Tom.
- Na „łóżku” a co? – Spojrzałam na niego.
- Tak tylko pytam... – Uśmiechnął się.
- Fajnie... Bill idziesz? – Zapytałam.
- Tak Kotku. Dobranoc no i pamiętaj postaraj się. – Rzekł Bill.
- Dobra, dobra ty też. Ale zaraz ja buzi nie dostałem od mojej przyjaciółki. – Tom podsunął swój pyszczek.
- Pocałuj Gustava. – Czarny zaczął się kłócić.
- Od kiedy Gucio to przyjaciółka Toma? – Zapytałam zaskoczona.
- No właśnie? – Tom przytaknął, po czym podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek szepcząc krótkie słowo „ Dobranoc”.
- Wzajemnie. – Wymamrotałam. Ja i Bill weszliśmy do namiotu bez słowa.
- No i zapadła taka martwa cisza... – Westchnął Czarny.
- No... – Przyznałam mu racje.
- Tak z ciekawości gdzie jest MP3? – Zapytał.
- Tu! – Rzekłam szybko wrzucając coś do torby niby, że to MP3.
- To nie była MP3-ka... To jest albo i była moja gumka... – Bill zmarszczył czoło.
- No, co Ty ślepy jesteś? To była MP3... Zaraz! Coś ty powiedział? Jaka gumka? – Zapytałam ze zdziwieniem. Byłam zaskoczona!
- Nie ważne to była MP3... – Przekonywał mnie muskając moje usta.
- Bill! – Krzyknęłam odpychając go od siebie. Wstałam do torby i wyciągnęłam „gumkę”. – Nie ma to jak gumka do ścierania. Kaulitz pomyliłeś namioty. Wyjdź stąd! – Krzyknęłam jeszcze głośniej. Czarny spojrzał się w moje oczy, które były nasączone nienawiścią do niego.
- Nie wyjdę! – Prawie, że się wydarł. Zaraz potem złapał mnie mocno za nadgarstki. – Gdybym chciał z Tobą to zrobić to bym to zrobił. Z twoim pozwoleniem czy bez. – Powiedział.
- Puść mnie! To boli. – Próbowałam się wyrwać. – Masz mnie puścić i opuścić namiot. – Powiedziałam stanowczo.
- Nie, nie wyjdę. – Oznajmił.
- Więc ja wyjdę! – Zdenerwowana kopnęłam go. Bill zawył z bólu, a ja poczułam ulgę. – Masz za swoje! – Wstałam i wyszłam z namiotu zabierając materac, koc i poduszkę.
- Pati... – Wołał Bill przez zaciśnięte zęby. Wolałam spać pod gołym niebem niż z taką wielką gwiazdą, która myśli, że może wszystko.
- Wynoś się! – Usłyszałam, że ktoś krzyczał z namiotu naprzeciwko. Z namiotu wyszedł Frytka.
- Dobra nie ma sprawy. – Mówił idąc tyłem w moją stronę.
- Tom uważaj, bo się. – Nie dokończyłam zdania, a Dred już leżał na moim materacu.- Przewrócisz... – Dodałam.
- Sorka, że wpadłem nie pukając, ale coś nie widzę namiotu... – Uśmiechnął się.
- Namiot jest tam a w nim Twój wielki braciszek. – „Przewróciłam” oczami.
- Co się stało? – Zapytał.
- Lepiej Ty mi powiedź, dlaczego Katlin Ciebie wyrzuciła... – Oznajmiłam.
- No dobra powiem, ale obiecuj, że nie będziesz się śmiać! – Spojrzał na mnie z lekką niepewnością.
- Obiecuje... – Uśmiechnęłam się.
- A więc... Wszystko ładnie pięknie w ogóle byłem cały w skowronkach Katlin też. Byliśmy już nadzy aż tu nagle ja wyjeżdżam z tekstem: Nie mogę i ją od siebie odsunąłem. Wszystko spieprzyłem... – „Schował” głowę w kolana.
- Tom przestań to nie Twoja wina. Tylko dziwi mnie, że to właśnie Ty przerwałeś... Mogę wiedzieć, dlaczego? – Zapytałam przytulając przyjaciela.
- Powiedziałbym Tobie, ale to nic nie zmieni. – Załamał się bardziej.
- Przepraszam, ale jestem już zmęczona... Dobranoc. – Uniknęłam tematu całując go w policzek.
Siema! Ruszam od nowa, bo większość z was mnie przekonała... Chce przeprosić tych, co mnie dodali do ulubionych a ja ich nie, ale potrzebuje czasu na skomentowanie waszych blogów. Więc jak będę komentować to dodam was. Danke! NOTKA JEST DENNA
***
- Ty, Bill do twarzy Tobie w brązowym... – Oznajmił Tom nie móc powstrzymać śmiechu.
- No i to jak! Ale Tobie będzie dobrze w różowym! – Bill złapał za malinowy sos.
- Aaa...! – Piszczał Frytka mimo tego, że Bill dopiero, co odkręcał zakrętkę.
- Co ja takiego zrobiłem? – Czarny się zdziwił.
- Bill no wiesz jak ja Cię bardzo lubię... – Georg uśmiechnął się szyderczo trzymając w ręce talerz z ciastem.
- Wiem! – Rzekł Czarnulek będąc pewny siebie... I się nie mylił po chwili ciasto z kremem śmietankowym wylądował na twarzy Gustava.
- Kati... Chłopaki jak dzieci! – Powiedziałam odchodząc od „stołu”.
- Tylko nie popsujcie sobie zębów... – Katlin poszła w moje ślady. Powoli odchodziłyśmy, ale za nami usłyszałyśmy bliźniaków.
- NA NIE! – Krzyczeli obaj.
- I co teraz? – Zapytała Kat.
- Do wody! – Krzyknęłam, po czym wbiegłyśmy jak szalone do morza.
- Nie uciekniecie nam! – Słychać było krzyki braci, którzy stali nad brzegiem.
- Brrry... Zimno trochę... – Oznajmiła Katlin trzęsąca się z zimna.
- Czuje jak ból przeszywa moje ciało najbardziej ręce. – Odpowiedziałam płynąc dalej gdyż i tak byłyśmy daleko od brzegu.
- Wracajmy lepiej. – Kati złapała mnie za zmarzniętą dłoń. – Ty masz lodowate ręce. – Była przerażona.
- No... – Uśmiechnęłam się, a moja szczęka dygotała jakby ktoś ją nastawił na drganie. – Płyń do brzegu ja zaraz dopłynę. – Dodałam.
- Nie zostawię Cię! – Kati prawie, że krzyknęła.
- Masz siłę dopłynąć, albo wołać chłopaków? – Zapytałam.
- Bardziej płynąć... – Odpowiedziała..
- Więc płyń! Zanim zamarzniesz. Ja będę płynąć tuż za Tobą. Nie martw się dopłyniemy. – Pocieszałam ją, choć sama wiedziałam, że nie dam rady dopłynąć. Katlin płynęła ku brzegu ja także tylko, że z większym opóźnieniem.
- Płyniesz? – Usłyszałam cienki głos siostry.
- Tak... – Mój był nie lepszy gdyż nie było go słychać.
- Pati? – Ktoś wołał, ale ja czułam ból z każdym ruchem.
- Czego się drzesz? – Zapytałam podpływając do Kat.
- Boże! Wystraszyłaś mnie! Masz strasznie sine usta. – Mówiła Katlin z przerażeniem w oczach.
- A coś myślała? Że będę miała czerwone? Mi nie pasuje czerń. Płyńmy. – Ja i Kati mogłyśmy w każdej chwili opaść z sił, ale wiedziałyśmy, że nie umrzemy teraz.
- Ktoś płynie do nas. – Krzyknęła uradowana.
- Fajnie... – Uśmiechnęłam się i...
- Bill łap ją! – Krzyknął ktoś, a ja czułam jak powoli „idę” na dno. Byłam pół przytomna.
***
Przez jakiegoś, downa który świecił mi po oczach latarką obudziłam się będąc w namiocie.
- Budzi się! – Ktoś albo coś krzyczał/o.
- Tom zamknij ryj! – Powiedział Bill waląc Frytkę w łeb.
- Co tak się lampicie na mnie? Gdzie Katlin? – Uśmiechałam się lekko.
- To było głupie, co zrobiłyście! Mogłem Cię stracić! – Bill panikował.
- Eee... Tak wiem... – Powiedziałam cicho. – Ale przestań wrzeszczeć! – Krzyknęłam.
- To się już słowem nie odezwę! – Wyszedł z namiotu.
- Hehe... Nie martw się Pati. Przejdzie mu. – Oznajmił Tom przytulając mnie.
- Wiem... A dlaczego nie jesteś z Katlin? – Spojrzałam w jego oczy.
- Też się z nią pokłóciłem... Tak jak ty z Billem. Właściwie to o to samo. – Śmiał się.
- Bracia... – Wymamrotałam pod nosem.
- I kto to mówi? Siostry! – Powiedział Frytka.
- No wiesz ty, co? – Złapałam za poduszkę i walnęłam go.
- To było nie fair! Dreda mi urwałaś! – Tomik zaczął się śmiać w niebogłosy.
- Pożyczyć kropelki? – Zapytałam niewinnie.
- I co myślisz, że sobie przykleję? – Tom był załamany.
- Ojej... Przepraszam! – Przytuliłam się do niego.
- Zawsze wiedziałem, że na mnie lecisz... – Odezwał się, Dred.
- Wiesz... Zawsze byłeś irytującym osłem. – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Osłem? – Zapytał zgorszony.
- A co wolisz ogierem? – Podniosłam brew ku górze.
- No! – Prawie, że krzyknął.
- To zobaczymy, jakim jesteś ogierem... – Rzekłam, po czym rozpinałam jego suwak od spodni... Tomik uśmiechnął się nie protestując. – Jakie masz jedwabiste bokserki! – Krzyknęłam na widok niebieskich „gaci” w króliczki i serduszka.
- Możesz przejść dalej... – Tom myślał sobie za dużo.
- Co dalej? Ja tylko chciałam zobaczyć twoje bokserki. Uważam, że są bardzo sexy... Króliczku! – Zaczęłam się chichotać.
- Króliczku? – Zdziwił się. – Patrizia... – Zaczął.
- Eee? – Zapytałam inteligentnie, a Tom złapał mnie za ręce. – Co chcesz mi paznokcie poobgryzać? – Uśmiechnęłam się.
- Nie... – Rzekł poważnym głosem. – Chciałem się o coś spytać. – Jego wzrok mnie trochę przeraził.
- To pytaj. – Spojrzałam mu w oczy.
- Czasem wydaje mi się, że Bill pasuje do Katlin, a ja do Ciebie. Wiem, że to głupie, ale... Ja się lepiej dogaduje z Tobą niż z Kat. Ona jest dziwna. Gdyby nie Bill byłabyś ze mną? – Tom miał szklanki w oczach.
- Tomik jestem twoją przyjaciółką i bardzo mi na Tobie zależy nie chce Cię stracić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, jakiego mam. Kati Cię kocha mimo tego, że jest dziwna twoim zdaniem. Uważam, że Ty i ona pasujecie do siebie gdyż jesteście zupełnie innymi charakterami. – Uśmiechnęłam się. Już wychodziłam z namiotu, ale Tom złapał mnie za rękę.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie... Gdyby nie Bill była byś ze mną? – Powtórzył. Nie mogłam mu odpowiedzieć na to pytanie gdyż nie znałam odpowiedzi. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- Nie myśl o tym. – Szepnęłam i wyszłam.
***
- Dlaczego Bill wyszedł taki wściekły? – Pytał, George.
- Bo się z nim pokłóciłam. Gogo, a gdzie twoja narzeczona? – Zapytałam.
- Karu jest strasznie poważna mimo tego bardzo fajna. Chciałbym żeby częściej się śmiała... Ale nie umiem tego zrobić. – Mówił.
- Chcesz żeby się śmiała? – Podniosłam brew ku górze.
- Tak! – Powiedział stanowczo.
- To opowiedz jej śmieszne chwile ze swojego życia. Ona lubi słuchać, gdy ktoś opowiada swoją historie życia. Chiaki jest jak czas... Każdą sekundę zamienia w piękną opowieść, którą można czytać jak na czystej dłoni. – Rzekłam.
- Dzięki. – Usłyszałam z ust Georga, który udał się do swojego namiotu.
- Nie ma sprawy... - Szepnęłam siadając przy plaży.
***
- Wsłuchiwałam się w szum fal, gdy nagle zadzwoniła moja komórka. – Halo? – Pytanie dość inteligentne, gdy nie wiem, kto dzwoni.
- Cześć moja mała siostrzyczko - Słyszałam głos brata.
- Cześć... Coś się stało? – Zapytałam.
- No tata kazał przekazać ze wracacie już jutro... Dlaczego masz taki smutny głos? Coś z Billem? - Zaczął się dopytywać.
- Dlaczego sam tego nie powiedział? Tylko Ciebie o to poprosił? Nic się nie stało. Musze kończyć. Pa. – Powiedziałam chłodno.
- Ale - Usłyszałam w słuchawce, po czym wyłączyłam całkowicie telefon.
- Kto dzwonił? – Zapytała Kat siadając przy mnie.
- Elijah... Jutro wracamy. Jestem zmęczona najlepiej będzie, jeśli położę się spać. Dobranoc Kati. – Pocałowałam siostrę w policzek, po czym udałam się w stronę namiotu.
- Pati zaczekaj. – Katlin złapała mnie za rękę. – Dlaczego uciekasz? – Zapytała.
- Nie uciekam jestem zmęczona Ty pewnie też. – Ziewnęłam i weszłam do „domku”. Gdy weszłam do środka ujrzałam Billa. Spojrzeliśmy na siebie wściekłym wzrokiem. – Możesz tak na mnie nie patrzeć? – Zaczęłam „rozmowę”. Bill milczał, ale nadal na mnie się patrzył. – Wpadło Coś Tobie do oka czy Ci się nudzi? – Zapytałam wściekłym głosem. A on nadal się lampił. – Sam tego chciałeś! Już się słowem po niemiecku do Ciebie nie odezwę! Za to po polsku bardzo chętnie, bo właśnie to Cię najbardziej irytuje! – Byłam już nieźle wściekła nie raczyłam już wtedy mówić po niemiecku.
- Was*? – Odezwał się.
- Co, Co? A jednak coś mówisz... No to teraz się możesz wygadać. – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Was*? – Powtórzył się.
- Sras! – Krzyknęłam. - Gute Nacht*! – Dodałam po chwili układając sobie poduszkę.
- Was ist los*? – Zapytał się łapiąc mnie za rękę.
- Dlaczego teraz zacząłeś się odzywać jak mówiłam po polsku? – Spojrzałam na niego.
- Bo nie rozumiem, co mówisz i mnie to denerwuje... Mów tak jak teraz mówisz po niemiecku. Proszę... – Poprosił
- Zobaczę... – Uśmiechnęłam się.
- Chciałem Tobie powiedzieć, że. – Bill zaczął o czymś gadać.
- Siema. Mam nadzieje, że nie przeszkadzam. Bill pozwolisz żebym pogadał z Pati? – Tom jak zawsze wcisnął swoją głowę do naszego namiotu.
- Cwelu głupi! – Czarny wydarł się na brata przewracając oczy. Spojrzałam na Billa, po czym wyszłam z namiotu.
- Jutro wracamy... Prawda? – Zapytał.
- Niestety tak... Chyba nie jesteś smutny? – Spojrzałam w oczy Toma.
- Ja i Bill zobaczymy was jeszcze? – Zapytał nieśmiało.
- Tomik... Jasne, że tak, bo ja i Kat będziemy mieszkać niedaleko was. Będziemy sąsiadami... Ale przez tydzień na pewno mnie nie zobaczycie. – Odpowiedziałam.
- Jak to? – Był zaskoczony.
- W Polsce też mam przyjaciół, z którymi musze się pożegnać... Kati nie jedzie ze mą, bo ona i tak chodziła do innej szkoły. Więc będziesz miał ją przy sobie. – Uśmiechnęłam się.
- Ta... Fajnie... – Frytka nie był zadowolony.
- Tom... – Spojrzałam na niego.
- Nie no cieszę się, że Kati będzie ze mną... Dlaczego miał bym się nie cieszyć jak ja się cieszę. – Jego wzrok był rozbiegany.
- Spójrz mi w oczy i powiedź, że się cieszysz, a nie oczy masz dookoła głowy. – Rzekłam.
- Nie przeszkadzam Kotku? – Zapytał Czarny podchodząc do nas.
- Odkąd mój brat nazywa mnie kotku? No wiesz misiaczku... – Tom zaczął być sobą.
- Nie mówiłem do Ciebie cymbale. – Odpowiedział grzecznie Frytce, po czym mnie przytulił.
- Aha, a już myślałem, że coś między Tobą a mną zaiskrzy! – Ciągnął Dred.
- To wy może sobie poflirtujcie a ja pójdę spać. Co? – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- O nie! Tom zajmij się Katlin w końcu to ostatnia noc... – Mówił Bill.
- No wiem, a ty jeszcze swojej dziewczyny nie przeleciałeś. – Tom chciał się odgryźć, ale uraził także mnie. Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Bill nic zwykłego nie zrobił oprócz tego, że podbił bratu oczko. – Pati przepraszam. – Dodał.
- Nie ma sprawy, ale następnym razem uważaj, co mówisz. Billa może nie uraziłeś, ale mnie na pewno. – Oznajmiłam.
- Powiedz to jeszcze raz debilu to Cię wykastruje. – Ostrzegł Czarnulek.
- Ta... Zobaczymy, kto kogo. – Zamamrotał Tom.
- Chodź na chwile, bo musze z Tobą porozmawiać. – Bill, mimo że się z Tomem „dobrze dogadują” to i tak mają swoje tajemnice.
- To miłej rozmowy. Dobranoc. – Wchodziłam do namiotu.
- Kotek nie zasypiaj beze mnie. – Oznajmił Czarnulek.
****
Was? - Co?
Gute Nacht - Dobranoc
Was ist los? - Co się dzieje?
****
Witam...
Ze szczęściem zawiadamiam, że zawieszam bloga! Chcecie zapytać: - - Dlaczego?
Już tłumaczę...:
Zaczęło to się od waszych (durnych, nieszczerych i pojebanych) komentów.
Otóż mam dość krótkich komów, w których pisze np.:
„Świetny blog, przeczytałam wszystkie twoje, opo i uważam, że są wspaniałe! Kiedy nowa notka? Zapraszam do mnie!”
Lub coś w tym rodzaju... Jeśli chcecie się reklamować to proszę na mylogu a nie na moim blogu. Ja bardzo chętnie przeczytam wasze notki, zobaczę blogi i skomentuje szczerze... ALE WYMAGAM TEGO SAMEGO OD WAS DO CHOLERY! Jak będą szczere komentarze w których będzie pisać:
Co sądzisz o moim opowiadaniu? - Skomentuj tak bym wiedziała, że przeczytałeś!
Co sądzisz o moim blogu? - Jeśli wchodzisz pierwszy raz na mojego bloga.
Wiem, że dużo użytkowników nie ma czasu na skomentowanie moich notek a przede wszystkim ich przeczytania. Więc jeśli zamierzacie pisać komy o takiej tematyce np.:
„Fajna notka! Kiedy następna część???????”
To, że fajna to nie wiem nie oceniam swoich dennych twórczości. Jeśli nie przeczytaliście to nie komentujcie albo napiszcie, że przeczytacie następnym razem!
!BLOG ZAWIESZAM DOPÓKI NIE ZOBACZĘ NORMALNYCH, SZCZERYCH KOMENTARZY POD NOTKĄ Z OPOWIADANIEM!
W tej notce nie chce żadnych komów gdyż będzie ona usunięta (może)
- Z każdym dniem myślę, że Ciebie stracę... 10 Sierpnia była ciemna noc bez gwiazd oraz chmur. Padał okropny deszcz a Daniel Paxton był w tym cholernym gangu Slay’a. Ścigał się z „chłopakami” Roy’a a dokładnie ze Samem McCloney’em. Tego dnia pokłóciłam się z Danem o ten głupi zakład. Wsiadł do samochodu Katrin dała znak startu i ruszyli... W drodze powrotnej Sam zepchnął samochód Daniela na drzewo. Jechali z ogromną szybkością nie było szans na przeżycie przynajmniej dla Dana. Wszyscy widzieliśmy jak samochód z prędkością uderzył w drzewo. Maska się wgniotła a Paxton wyleciał przez przednią szybę. Jego ciało leżało rozkrwawione na jezdni. Była martwa cisza. Wszyscy zebrali się wokoło Daniela krzyczeli by się obudził, ale on tego nie zrobił. Podbiegłam do ciała przytulając go do siebie i płacząc. Derek wtedy próbował mnie oderwać od Dana. Krzyczałam by Slay mi pomógł, ale on się tylko przyglądał. Mówił, że to nie jego sprawa... Tylko Leito zadzwonił po karetkę, ale było za późno. Przez cholerny zakład o to, kto pierwszy będzie przy mecie i jest szybszy Dan zginął. Prosiłam go by zrezygnował z tego, ale on mówił, że nic mu się nie stanie... – Opowiadałam wszystko po kolei.
- Czyli że. – Bill chciał coś powiedzieć.
- Daj mi dokończyć. – Przerwałam mu.
- Paxton i ja byliśmy parą. Każdy w szkole w Chicago zazdrościli nam takiej miłości. Byliśmy nierozłączni nigdy się nie kłóciliśmy aż do tamtego dnia. Nie zapomnę go nigdy. Na drugi dzień matka Dana pani Ashley Paxton prosiła bym zabrała jego rzeczy i oddała potrzebującym albo sama je zatrzymała. Nie płakała, ale cały czas mi dziękowała za to, że obdarzyłam Daniela taką wielka miłością. Od tamtej pory boje się kochać a jak już kocham to martwię się czy znów kogoś stracę... Tym razem boję się o Ciebie. – Ciągnęłam dalszy ciąg historii z 10 sierpnia. Bill spojrzał w moje ledwo, co zapłakane oczy i bardzo mocno przytulił.
- Nigdy mnie nie stracisz. – Przysięgał. – Przepraszam za moje zachowanie, ale jeśli masz jakieś przede mną tajemnice to. – Dodał, ale nie dokończył zdania gdyż mu przerwałam.
- Wiem. Musze z Tobą być bardziej szczera. Poza tym, jeśli już mowa o szczerości Kasia jest moją rodzoną siostrą. – Uśmiechnęłam się.
- Jak to? – Zdziwił się.
- Nie będę Tobie teraz tego opowiadać. Masz list i sobie go przeczytaj... Idę do Gucia. – Dałam Billowi list od wujka, Roniego. Czarnowłosy czytał go z coraz to większą ciekawością... W tej chwili rozumiał mnie.
- Ja... Naprawdę przepraszam. – Musnął moje usta delikatnie. W tym momencie rozległ się dźwięk mojego telefonu.
- Halo? – Odebrałam nie patrząc na ekranik.
- Mia możemy się spotkać? - Słyszałam czyjś głos w słuchawce ale nie wiedziałam kto to...
- A kto mówi? – Pytałam się.
- Aaron. Mogę Cię zobaczyć? - Ciągnął dalej.
- Aarr... ...mata! Nie poznałam Cię. No jasne, że możemy się spotkać. – Zamierzałam wymówić imię Cartera, ale obok był Bill, więc musiałam coś wymyślić...
- Chciałem Tobie coś dać no i przeprosić... - Mówił smutnym głosem blondyn.
- Jasne nie ma sprawy. Kiedy przychodzisz? – Ciągnęłam dalej.
- Mogę dziś wieczorem? - Pytał. Przecież jest wieczór.
- Ta... Jasne. Spoko. – Uśmiechnęłam się do siebie.
- Dlaczego tak mówisz dziwnie? Kaulitz jest przy Tobie? - Następne pytanie...
- No to przychodź szybko. Czekam. – Rzekłam odkładając telefon.
- Kto dzwonił? – Spytał Bill.
- To niespodzianka, ale nie będziesz zadowolony... – Odpowiedziałam unikając jego spojrzenia, które cały czas czułam na sobie.
- Powiedz! – Nalegał.
- Nie! – Droczyłam się z nim.
- Kto przyjdzie? – Pytał z wściekłością w oczach.
- Nikt ważny! Co mamy na kolacje? – Spytałam Gucia, który w końcu wyszedł z namiotu razem z Ashanti.
- Poprosiłem by dzisiejsza kolacja była słodka. Będą lody, ciastka i takie tam... Ash idziemy do wody? – Odpowiedział, po czym wziął Ashanti na ręce i wrzucił do wody.
- Gustav. – Złapałam go za rękę zanim wszedł do morza.
- Tak? – Spojrzał się na mnie jakby chciał powiedzieć, „czego ty chcesz ode mnie?”.
- Już nic. – Puściłam jego dłoń z obrażoną miną i odeszłam.
- Ej! Poczekaj! – Krzyknął.
- Eee...? – Zapytałam dość inteligentnie.
- O co chciałaś się spytać? – Znów ujrzałam ten głupi wyraz twarzy.
- Gustav chodź już! – Darła się Ashanti, która pływała w ciemnym morzu.
- Ty jesteś z Ash? – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Tak... – Oznajmił. – To chyba nic złego, prawda? – Dodał.
- Nie no spoko... Tylko nie wspominaj o jej mamie, O.K.? – Uprzedziłam go.
- Dobra a co się stało? – Ciągnął dalej.
- Powiem Tobie później. Spadaj już do tej wody. – Rzekłam popychając go.
- Może my też wejdziemy? – Zaproponował Bill.
- Yhy... Tak tylko się przebiorę w kostium. – Oznajmiłam. Oczywiście Bill już był przygotowany. Kto słyszał by w nocy kąpać się w morzu? Przebierałam się właśnie w struj, gdy nagle wszedł do namiotu...
- Sorry, że przeszkadzam. Idziesz już? – Zapytał Tom.
- Tom! Cholero jasna! W tył zwrot i do przodu marsz! – Powiedziałam po polsku zakrywając swoje piersi rękami.
- Co? - Patrzył się na mnie jak na ufo nie zrozumiał tego, co powiedziałam.
- Nic! Wynoś się! – Krzyknęłam, po czym grzecznie opuścił „lokum”. W końcu byłam gotowa.
- Już. - Oznajmiłam wszystkim.
- Nie ściągasz pieszczotek? – Zapytała Katlin.
- Yyy... Ale mi w nich dobrze. – Uśmiechnęłam się. – Aaaaaa....! Bill postaw mnie! – Krzyczałam a ten dureń wrzucił mnie do wody! Śmiał się, ale sam nie wszedł. Podpłynęłam do brzegu. Wyszłam z morza. Podeszłam do Czarnego z szyderczym uśmieszkiem. Położył swoje ręce na moich biodrach i powoli wchodziliśmy razem do ciepłego morza. Gdy woda sięgała nam do pasa mogłam się odegrać. Odepchnęłam go z dużą siłą od siebie a ten się wywrócił i chlap do wody...
- To było nie fair. – Powiedział szczerząc śnieżno białe zęby.
- Tak? A to, że mnie wrzuciłeś było jak najbardziej fair? – Pytałam. A on tylko musnął moje usta.
- Patrizia! – Krzyczała Katlin, która uciekała przed Tomem.
- Co? – Pytałam patrząc jak biega cały czas wokół namiotów.
- On chce mnie wrzucić do wody. – Odpowiedziała.
- To ugryź go! – Śmiałam się.
- Bill pomóż mi ją złapać... – Dreduś prosił brata o pomoc.
- Downie to się nie robi tak! Tylko tak... – Powiedział Czarny całując mnie namiętnie i czułam, że się przechylamy... Oczywiście pocałunki pod woda też są cool. Po wynurzeniu chciałam iść po ręcznik oczywiście, gdy już stałam na brzegu zauważyłam Cartera.
- Pati gdzie idziesz? – Zapytał Bill.
- Po ręcznik zaraz wrócę... – Rzekłam i udałam się nie w stronę namiotu, ale do Aarona.
- Cześć... – Usłyszałam pisk.
- Ta... – Odpowiedziałam.
- Chciałem Cię tylko przeprosić. Zachowałem się jak dureń zrozu. – Przepraszam i się tłumaczył, ale musiałam mu przerwać.
- Nie mów bym zrozumiała, bo ja wiem, że byłeś zazdrosny. Carter ja już nie chce być twoją przyjaciółką. Nie chcę Cię nawet znać. Przez Ciebie Bill był w śpiączce. Była dość krótka, ale mogła się przedłużyć. Możesz odejść z mojego życia? – Powiedziałam wprost.
- Naprawdę chcesz zrezygnować z naszej przyjaźni? Chcesz bym usunął się z twojego życia? Chcesz tego? Jesteś pewna swojej decyzji? – Pytał.
- Tak... – Rzekłam cichym i opanowanym głosem patrząc w jego oczy.
- Dobrze jak sobie życzysz. – Próbował mnie pocałować na pożegnanie w usta, ale odwróciłam głowę w bok. – Nie wiesz, co tracisz... Od kiedy ty wybierasz miłość a nie przyjaźń? Jego pieniądze i sława Cię zaślepiły? – Znów robił mi awanturę.
- Przestań! – Krzyknęłam tak głośno, że na pewno ktoś mnie usłyszał. – Czy ty nie możesz być taki jak kiedyś? Opiekuńczy, miły, sympatyczny i kochając. Ja się nie zmieniłam to zazdrość Ciebie oślepiła. Nie kocham Billa za to ile ma kasy, ale za to, jaki jest a nie, kim jest. Cały czas mnie przepraszasz a robisz nadal to samo! Więc daruj sobie! – Dodałam.
- Dobra już. Uspokój się. To moja wina, że jesteś piękna i kochana, że się w Tobie zakochałem? – Powiedział.
- Ty mnie nie uspokajaj. Nie jestem piękna i idealna, na jaką wyglądam. Aaron, dlaczego teraz mi mówisz, że mnie kochasz? Nie mogłeś powiedzieć o tym wcześniej? – Pytałam się patrząc w jego oczy, które były szklane od łez.
- Bałem się, że mnie odrzucisz tak jak teraz. Poza tym nic bym wtedy nie zmienił. – Rzekł spoglądając w bok.
- Zmieniłbyś i to dużo. Ja teraz kocham Czarnulka i nie chce go stracić. Wiesz, co było z Danem. Byłeś wtedy tam. Daniel już nie żyje boję się teraz stracić Billa. – Przypomniałam mu.
- Nie mów mi o Paxtonie. On nie pasował do Ciebie, bo był czarny. Masz. – Znów zaczynał kłótnie, po czym dał mi jakiś list.
- Nie sądziłam, że jesteś takim rasistą. Nie chce Cię już nigdy więcej widzieć! – Odchodziłam, ale przede mną stanął Bill.
- Co on tu robi? – Zapytał Czarny.
- Ja właśnie odchodzę. – Odpowiedział Carter, po czym odszedł...
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że on ma przyjść? Dlaczego? – Pytał przytulając mnie i całując w czoło.
- Zdenerwowałbyś się. A tak to załatwiłam to z Carterem na osobności i już nigdy nie wróci. – Uśmiechnęłam się.
- Skąd wiesz? – Zdziwił się czarnowłosy.
- Aaron jak coś obieca to zawsze dotrzymuje słowa... – Oznajmiłam.
- Idziemy jeść? – Bill zaczął być głodny... To chude je i nic nie tyje! Patyk jeden!
- Tak jasne... Patyku.... – Zamamrotała pod nosem.
- Słucham? – Czarny nie dosłyszał.
- Śpiewam sobie... – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Podaj mi ten czekoladowy sos do lodów. – Poprosił Gustav.
- Masz. – Powiedziała Ash podając mu upragniony sos.
- Nie mogę otworzyć! Ktoś pomoże? – Zapytał speszony.
- Tak daj. – Powiedziałam wyrywając mu butelkę z ręki. Otwierałam i już prawie... – Jest! – Cały sos wyprysł do przodu na Billa.
- Ups... Buhahahaha – Wszyscy zaczęli się śmiać. Czarny miał cały tors w czekoladowym sosem.
TITEL: Odc. 19: Prawda życia DATUM: czwartek, 17 sierpnia 2006 ZEIT: 22:48:41 KOMMENTAR:komentarze [30]
ERZäHLUNG:
Notka dedykowana:
Magic Girl:
Katlin:
*********************************************
- Kat jest moją rodzoną siostrą. Jestem od niej starsza o 10 minut. 15 lat temu leżałyśmy wtedy na sali. Nawet lekarze nie wiedzieli, która to z nas jest Patryzia a która Katlin. Oczywiście, gdy już był czas wyjścia ze szpitala nadal byłyśmy do siebie podobne jak dwie krople wody. Wujek Roni powiedział mamie, że odwiezie nas do domu... Oczywiście zrobił to. Taty wtedy nie było był jak zwykle w pracy, a Elijah czekał na swoje siostry. Wtedy mama trzymała mnie na rękach Kat została w samochodzie. Gdy wujek miał wrócić po Kati już go nigdy więcej nie zobaczyliśmy. On ją wychowywał i dał jej swoje nazwisko. Napisał list, w którym opisał, że się pomylił chciał zabrać mnie a nie Kat, ale nie wytłumaczył, dlaczego. Gdy Kati skończyła 14 lat wujek rozpłynął się w powietrzu zostawił ją pod drzwiami naszego domu i uciekł. Rodzice bardzo się ucieszyli, ale nie umieli powiedzieć Kasi, że to oni są jej biologicznymi rodzicami. Kat nadal myśli, że wujek Roni to jej ojciec a matka zginęła. Chciałam jej to powiedzieć, ale boje się, że mnie znienawidzi. – Opowiadałam Tomowi wszystko, co wiedziałam o życiu Kat nie było to dużo, ale większość wiem od mamy.
- Czyli że Katlin nie wie, że państwo Warter to nie tylko twoi i Elijaha, ale także jej rodzice? – Tomik spojrzał w moje zapłakane oczy, po czym swoimi dłońmi delikatnie je wycierał.
- Tak... – Wykrztusiłam z siebie. – Wiesz, co jest najgorsze? To, że wtedy to ja byłam na rękach mamy a nie Kati. Dlaczego to właśnie ją spotkało a nie mnie? Gdyby nie pomyłka wujka Roniego to właśnie ja bym nazywała się Lailon a nie Warter. Jestem wściekła na siebie! Wujek musiał mieć jakiś powód, że to właśnie mnie chciał zabrać a nie Kasię. – Wypłakiwałam wszystko, co mnie naprawdę bolało przez całe moje życie.
- Nie płacz... Na pewno gdyby teraz Kat była na twoim miejscu to właśnie ona by miała do siebie pretensje. – Pocieszał mnie.
- Tomik... Przed naszym wyjazdem na Kubę dostałam list od wujka Roniego. Mam go przy sobie, ale boje się go przeczytać i nie wspomniałam o tym nawet Elijahowi. – Mówiłam coraz bardziej się bojąc prawdy, którą znam.
- Może najwyższy czas go otworzyć? – Zaproponował całując mnie w czoło.
- Chyba tak... – Odpowiedziałam i z kieszeni wyciągnęłam kopertę. Powoli otwierając ją łzy spływały po moich policzkach a czasem były ocierane dłońmi Toma. W tym momencie wiedziałam, że Tomik jest nie tylko podrywaczem, ale także dobrym przyjacielem... Z koperty wyciągnęłam kartkę, na której widniało pismo wujka.
- Nie musisz czytać na głos. Ważne byś ty to przeczytała. – Przytulił mnie mocniej, a ja zaczęłam czytać. Frytka i tak nie rozumiał, co czytam, bo czytałam po Polsku.
Droga Patrycjo,
Na początku mego listu chciałem Cię pozdrowić i przeprosić. Wiem, że teraz masz piętnaście lat i wiesz także, że Katarzyna jest twoją rodzoną siostrą. Gdyby nie ta pomyłka byłabyś teraz zemną. Chciałem zabrać Ciebie a nie Kasię... Niestety już nie było odwrotu. Jimi zabrał mi to, co kochałem, twoją i Kasi matkę. Monice było trudno wybierać pomiędzy bliźniakami. Nie zrozum mnie źle, ale chciałem mieć coś a raczej kogoś, kto będzie mi przypominał Monikę... Tą osobą miałaś być ty, ale Kasia była tak do Ciebie podobna, że nie zauważyłem karteczek z waszymi imionami. Przepraszam, że dopiero teraz wyjaśniam całą prawdę. Katarzyna nie była źle wychowywana w prawdzie dbałem o nią jak o własną córkę, ale zawsze, gdy ją coś bolało mówiła, że to kogoś też boli. Teraz wiem, że gdy ty miałaś jakieś bóle ona też nic was nie rozdzieliło nawet ja. Dzięki Tobie zrozumiałem, że chciałem Cię skrzywdzić a nie uszczęśliwić. Nie szukaj mnie, bo nie jestem godzien byś mi wybaczyła. Przez całe swoje życie rozmyślam o Tobie i jak teraz wyglądasz... Jimi nigdy nie mówił Tobie, że jestem jego bratem bliźniakiem? Pewnie nie... Chciałem Cię o coś poprosić wiem, że to nie odpowiednia chwila, ale proszę Cię byś to właśnie ty powiedziała Katarzynce, że to Monika i Jimi są jej rodzicami. Przepraszam za wszystkie swoje błędy, przepraszam za wszystkie swoje słowa, przepraszam... Kocham Cię Patrycjo Emili Ruth Mio Warter...
Wujek Roni Lailon
Wujek nie był zły jak się wydawał z opowiadań mamy...
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale co napisał? – Pytał się Tom.
- O wszystkim, co chciałam wiedzieć... – Odpowiedziałam szczęśliwa.
- Pati jak mogę poderwać Kat? – Ciągnął swoje pytanie, na które wcześniej nie dostał odpowiedzi.
- Tomik... Nie myśl swoim sprzętem, ale głową. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki już rozumiem. Mogę Cię przytulić? – Spojrzał mi głęboko w oczy. Nie uzyskał odpowiedzi tylko przyjacielski gest, który chciał zrobić.
- Tom możesz się nie przyzwyczajać? – Usłyszeliśmy głos Czarnulka.
- Bill ty kretynie nie widzisz, że one jest w końcu szczęśliwa? – Tom zaczął się lekko śmiać.
- Downie! – Krzyknął Czarny rzucając się na Frytkę.
- To wy się posmyrajcie a ja zabieram, Pati. – Oznajmiła Kat łapiąc mnie za rękę, po czym odeszłyśmy on bliźniaków.
- O czym gadałaś z Billem? – Spytałam pierwsza.
- O Tobie... Powiedziałam wszystko, co wiedziałam. A ty z Tomem? – Pytała Kati.
- Katlin muszę Tobie coś powiedzieć. A właściwie dać Tobie ten list. On jest dla mnie od wujka Roniego, ale ty także powinnaś go przeczytać. – Wyciągnęłam ponownie z kieszeni kopertę wręczając ją Kasi. Kat czytała zacięcie list próbowała powstrzymać łzy, które nasilały się z każdym przeczytanym słowem. Gdy przeczytała cały list nie zamierzała nic mówić ja też... Przytuliłyśmy się bardzo mocno do siebie. Po długiej ciszy patrzyłyśmy sobie w oczy i kiwałyśmy głowami raz na „tak” a raz na „nie”. Rozumiałyśmy się bez słowa... Ale to było coraz bardziej nie do zniesienia i dla mnie i dla niej.
- Pati... – Zaczęła Katlin.
- Kati ja wiem, że jest teraz Tobie ciężko zrozumieć, dlaczego rodzice nie powiedzieli Ci tego a tym bardziej, że ja milczałam... Przepraszam. Ale nie mogłam. Nie miałam żadnego dowodu. Teraz wiem, że to jest prawdą i że jesteś moją rodzoną siostrą i Jimi i Monika są nie tylko moimi, ale także Twoimi rodzicami. Mam nadzieje, że im kiedyś wybaczysz... Nie proszę Cię byś mi wybaczyła, ale im. – Spojrzałam się w jej piękne brązowe oczy. Odwzajemniła gest znów tuląc mnie i głaszcząc po głowie.
- Dziękuje, że mi powiedziałaś prawdę... Teraz wiem, że mam rodzinę, którą bardzo kocham i jest dla mnie wszystkim. Odzyskałam nie tylko mamę i tatę, ale także siostrę i brata... Kocham Cię i nie ważne, co się stanie. – Mówił szczęśliwym głosem.
- Pati możemy pogadać? – Zapytał Czarny podchodząc do nas.
- Tak, jasne... – Odpowiedziałam łapiąc go za rękę, którą mi podał. Odeszliśmy. – O czym chciałeś pogadać? – Spojrzałam w jego oczy.
- O Tobie i twoim życiu.... – Rzekł.
- W moim życiu nie ma nic nadzwyczajnego oprócz Ciebie. – Odpowiedziałam dumnie.
- Ale mówię o tym, co było. Kati mi prawie nic nie powiedziała oprócz tego, że powinienem spytać Ciebie. – Znów lampił mi się w oczy.
- Bill moje życie jest dość pogmatwane by je zrozumieć. Chcesz wiedzieć wszystko? – Odwróciłam głowę spoglądając w fale obijające się o skały.
- Tak. – Odparł przytulając mnie.
- To siadaj, bo od gadania na stojąco nogi bolą. – Uśmiechnęłam się a Czarnulek odwzajemnił gest.
- A więc urodziłam się 14. Lutego 1991 roku w Polsce a dokładnie w Warszawie. Gdy miałam 10 lat moi rodzice się rozwiedli. Po rozwodzie Tata wyjechał do Niemiec a ja i Elijah zostaliśmy z mamą w Polsce... Strasznie przeżyłam rozwód rodziców, ale się otrząsnęłam. Jak widzisz nic ciekawego się nie działo... – Opowiedziałam streszczenie mego życia omijając bardzo bolące chwile. Wiem ze miałam powiedzieć wszystko, ale nie chce wracać do tych okropnych chwil...
- Nie miałaś żadnych złych przeżyć oprócz rozstanie rodziców? – Czarny spojrzał się na mnie. Nie sądziłam, że o to zapyta a jest coś, co mnie bardzo przybiło.
- Nie... – Skłamałam po długiej ciszy. Nie lubię kłamać, ale musiałam.
- Katlin powiedziała, że. – Zaczął.
- Nie ważne, co powiedziała nie chce o tym mówić. – Przerwałam mu.
- Nie chciałem Cię zdenerwować. – Czarnowłosy próbował mnie przytulić.
- Odczep się! – Powiedziałam po polsku odpychając go on siebie.
- Pati! – Słyszałam głos za sobą.
- Co? – Odwróciłam się spojrzawszy wściekle na Dreda.
- Co się stało? – Złapał mnie za rękę.
- Tom zostaw mnie. O ile pamiętam miałeś gadać z Kat... – Przypomniałam mu.
- Wiem, ale przyglądałem się waszej rozmowie razem z Katlin i gdy zobaczyłem ze odpychasz od siebie Billa myślałem, że coś źle powiedział. Co się stało? Mi możesz powiedzieć... – Mówił spokojnym i słodkim głosem.
- Tomik ja nie mam idealnego życia, dlatego nie chce wracać do 10 maja i 10 sierpnia 2005 roku... Rozumiesz? Nie chce! – Krzyknęłam powstrzymując łzy. Frytka przytulił mnie a Czarny stał i przyglądał się całej sytuacji.
- Nie musisz, jeśli nie chcesz. Bill się wkurwił... Pójdę z nim pogadać. – Pocałował mnie w policzek i znikł biegnąc gdzieś za Czarnulkiem.
- Pati, dlaczego tak krzyczałaś? Coś Bill Tobie zrobił, że go tak potraktowałaś? – Pytała Katlin przytulając mnie do siebie.
- Kat powiedziałaś mu o 10 mają i 10 sierpnia? – Spojrzałam w jej piękne brązowe oczy.
- Tylko o 10 maja. – Odpowiedziała. – Przepraszam... – Dodała.
- Myślałam ze powiedziałaś o tym wydarzeniu z sierpnia... – Załamałam się.
- Nie mogłam tego powiedzieć. Obiecałam, że tego nikomu nie powiem i z Tobą nie będę o tym rozmawiać. – Stwierdziła.
- Kur. – Nie dokończyłam tylko złapałam Katlin za rękę i pobiegłyśmy do bliźniaków. Gdy byłyśmy na miejscu Bill się dziwnie na mnie patrzył jakby chciał powiedzieć „Jesteś skreślona...”. Pogapił się i usiadł Tom zrobił to samo. Kat poszła w ich ślady usiadłszy przy Frytce. Byłam sama miałam wyjście usiąść przy Billu albo odejść. Po tym spojrzeniu Czarnulka nie mogłam usiąść koło niego. Odwróciłam się do nich plecami, po czym powoli szłam w stronę namiotów. Georg i Gustav właściwie przez całe te chwile byli w swoich namiotach i w ogóle nie wychodzili. Można było się domyśleć, że Chiaki była z Gogo a Ash z Guciem. Powoli szłam do tych cholernych namiotów. Ja głupia myślałam, że Bill za mną pobiegnie i mnie zatrzyma... Myliłam się. Weszłam do namiotu, po czym położyłam się na śpiworze, który leżał na materacu. Głowę oparłam o poduszkę. Leżałam tak na plecach i przypominałam sobie właśnie tamte dni, które gdy wracają nadal mnie męczą.
- Można? – Usłyszałam głos z zewnątrz.
- Tak... – Odpowiedziałam.
- Gadałem z nim... On chce byś była z nim szczera. Kat mówi, że wie, o co chodzi, ale nie może powiedzieć. Nie chce Cię męczyć, ale co się wtedy stało? – Spytał Tom wchodząc do środka, po czym ułożył się koło mnie przytulając się do mnie.
- Tom za dużo sobie pozwalasz, ale potraktuje to za przyjacielski gest przytulenia się do kogoś... Katlin nie powie wam tego, bo mi przysięgała, że będzie trzymać zęby na kłódkę. Wyobrażasz to sobie? No nie ważne. Nie chce o tym wspominać. – Odpowiedziałam.
- Pokaż oczy. – Zażądał.
- Nie! – Rzekłam. Po czym zobaczyłam twarz Toma przed sobą.
- Nie płacz. – Próbował otrzeć moje łzy. Wstałam gwałtownie i wyszłam z namiotu biegnąc do Billa.
- Chcesz wiedzieć, co się stało? Tak bardzo Tobie na tym zależy? Tak? – Pytałam wściekle widząc dość zdziwioną minę Billa, która chciała powiedzieć „Proszę uspokój się, Nie chce Cię krzywdzić. Kocham Cię.”
- Pati... – Zaczął trzymając moje ręce, którymi machałam na wszystkie strony.
- Co? – Spojrzałam się na niego ze zdziwieniem.
- Ja wiem, że twoja babcia umarła. Współczuje Tobie i chciałem właśnie tylko to powiedzieć, ale Kati teraz powiedziała, że nie tylko o ten dzień Tobie chodziło, ale także o 10 sierpnia. Ona nie chce nic powiedzieć... Proszę Cię powiedź mi to. Nie chce Cię ranić, ale chce wiedzieć! Kocham Cię! – Prawie, że krzyczał. Spojrzałam w jego piękne orzechowe oczy, które przepraszały za wszystko.
- Dobrze... – Wydobyłam z siebie. – Bill, Tom, Katlin chodźcie... – Rzekłam, po czym udaliśmy się nad brzeg morza. Była piękna noc a z nią cisza, która nie rozstawała się z nami. Czarnulek i ja byliśmy przytuleni Tom i Kat poszli w nasze ślady... Coś szeptali, ale nie było nic słychać. Nagle ja i Czarny spojrzeliśmy w ich stronę.
- Hahahahahaha! – Wybuchliśmy śmiechem.
- Co? – Kati odlepiła się od Toma jak najszybciej. Ja i Bill śmialiśmy się z Toma, bo gdy pocałował Katlin zaczął machać rękami jakby miał zamiar rapować...Może rapował. =D
- Tomik rapował. – Oznajmiłam ledwo powstrzymując śmiech a czarnowłosy cały czas się śmiał. Po kilkunastu minutach wszyscy się uspokoiliśmy.
- Ten pocałunek był tak wspaniały, że myślałem o muzyce i zacząłem rapować. – Dred się usprawiedliwiał.
- Wiemy... – Odpowiedzieliśmy z Billem. Frytka i Katlin odeszli razem trzymając się za ręce. Wiedziałam, że już są parą... To było wiadome od początku.
- Pati powiesz mi co się stało 10 sierpnia? Chyba, że nie chcesz zrozumiem to... – Zaczął, Bill.